KRZYSZTOF TURZAŃSKI
SŁAWA UMIŃSKA-DURAJ

Krzysztof Turzański Sława Umińska-Duraj

2019-10-05

Kolegium redakcyjne

Dziennikarstwo już nie jest takie jak kiedyś… W gronie ekipy Bytomskiego Oddziału Dziennika Zachodniego (obejmującego dodatek bytomski, tarnogórski i piekarski) wspominaliśmy stare, dobre czasy. Chyba nikt się nie spodziewał, że spotkamy się w komplecie, a w efekcie zebraliśmy gotową do pracy redakcję. Z legendarną szefową na czele.

Miałem wrażenie, że czas się zatrzymał. Ludziska nic się nie zmienili. Charaktery nadal mamy paskudne i genetyczną gotowość do pisania złośliwych materiałów. Gdyby trzeba było, moglibyśmy wczoraj między jednym a drugim piwkiem przygotować porządne wydanie.

Jak wyglądała praca w czasie, kiedy otwieraliśmy piekarski dodatek Dziennika Zachodniego? Strasznie. Szefowa czepiała się wszystkiego. Od merytoryki tekstu zaczynając na stylistyce kończąc. Na dodatek funkcjonowała… korekta. Coś niesłychanego w dzisiejszych czasach. Mam podejrzenie, graniczące z pewnością, że Maria nie puściłaby w swojej gazecie ani jednego z tekstów, które ukazują się dzisiaj.

Eh, pośmialiśmy się z różnych sytuacji, naszych początków, wzajemnych pstryczków, użerania z szefową i nieustających konfliktów z władzami miast, które zawsze chciały, żeby pisać o nich… lepiej. A warto przypomnieć, że teksty były rzetelne, nikt niczego nie wymyślał, zawsze reprezentowane były dwie strony… jednym słowem to jeszcze było dziennikarstwo. Jak oni przetrwaliby w dzisiejszych czasach?

Minutą ciszy uczciliśmy śmierć tygodników lokalnych, które ostatecznie zostały “zamordowane”. To co dziś z nich pozostało nie zasługuje nawet na słowo komentarza. Pamiętam pierwsze wydanie piekarskiego wydania – ogrom pracy i oczekiwań Czytelników. W tej formie dziennikarstwo i czytelnictwo już nie istnieje. Internet zabił wszystko. Także wymagania wobec dziennikarzy.

Tak naprawdę było to jednak spotkanie w gronie znajomych “po fachu”, dobrych znajomych – chyba nawet lepszych niż w czasach kiedy pracowaliśmy razem. Teraz możemy patrzeć na wszystko z większego dystansu. Genialny pomysł z tym spotkaniem po latach. Ogrom wspomnień, radość spotkania i niczym nieskrępowany, fantastyczny miły wieczór. Dziękuję Wam wszystkim.

No i te cudowne, zawodowe złośliwości.

– To była jednak świetna robota, czasami mi tego brakuje – mówię.
– Tak, i dlatego wytrzymałeś z nami aż pół roku.
Wybuch śmiechu. Kurtyna.

← Powrót

Komentarze



0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments