2013-08-03
Uratowani…
Jak realizować szalone pomysły to tylko w dobrym towarzystwie. Wybraliśmy się z kolegą Mariuszem na windsurfing i oczywiście postanowiliśmy pokonać kilkanaście kilometrów na morzu, żeby dotrzeć do pobliskiej wyspy. Prawie się udało. Prawie bo jak zabrakło wiatru zostaliśmy jak te dwie dryfujące kłody na morzu. Co prawda udało nam się dotrzeć w pobliże wyspy (po czterech godzinach płynięcia), ale o powrocie w takich warunkach mowy nie było. Już postanowiliśmy się zabawić w Robinsona Cruzoe, dopłynąć wpław do brzegu i nocować na plaży (żeby jeszcze była plaża), gdy podpłynęła do nas motorówka, z przesympatycznymi ludźmi, którzy zwrócili uwagę na fakt, że nam wiatru zabrakło. Nie dość, że podrzucili nas do domu (zajęło to 20 minut) to jeszcze zrobili i przesłali nam fotkę… Jak tu nie kochać wakacji? Naszych “ratowników” pozdrawiamy serdecznie!
Komentarze
Uwaga! Dyskusja jest moderowana raz dziennie (zwykle rano) - komentarze nie pojawiają się od razu w momencie publikacji. Komentarze nie związane z tematem posta, obraźliwe, wulgarne nie są publikowane. Jeśli nie widzisz swojego komentarza sprawdź MOJE ZASADY i REGULAMIN
Ci, co Was uratowali, pociągnięci zostaną do odpowiedzialności. Polecą głowy..
Z poważaniem
Stakor
Hehehe dobra riposta :).