2017-03-31
Rządy cesarzowej: uchodźcy
Na jednej z wysp wrzało. W każdym razie błogą ciszę i spokój prowincji przerwały bojowe okrzyki. W stronę portu płynęły łodzie. A w nich nowi osadnicy. Ludzie spoza Archipelagu, którzy postanowili osiedlić się właśnie tutaj.
– Precz! – krzyczeli rdzenni mieszkańcy – Nie chcemy tu obcych!
– Preeecz! – krzyczała też mieszkanka, która na wyspę przypłynęła spoza Archipelagu zaledwie dwa lata temu.
Chociaż łodzie jeszcze nie pojawiły się nawet na horyzoncie, oni stali już na brzegu z kijami, widłami i innymi, równie niebezpiecznymi narzędziami.
– Nie wpuścimy ich tutaj – odgrażali się wymachując pięściami.
Przybysze mieli osiedlić się na obrzeżach wyspy. Pustych polach, odwiedzanych jedynie przez dziką zwierzynę i nielicznych wielbicieli dzikich stepów. Gościnność nie była jednak dominującą cechą mieszkańców wyspy. W obronie swojej ziemi i przyrody gotowi byli oddać życie. I chociaż było to nieco naciągane, bo trawy porastającej południowe wzgórza nie zamieszkiwał nawet chomik… przekonani o słuszności swojej walki nie zamierzali ustąpić ani o cal.
– To nasza ziemia! – skandowali pod pałacem Cesarzowej.
Władczyni oceniała to zupełnie innymi kategoriami. Nieco bardziej… praktycznymi. Liczyła srebrniki, które osadnicy zostawią w pałacowym skarbcu. Podatki, wydatki i praca na rzecz Archipelagu. Jaki sens być cesarzową, kiedy brakuje poddanych? Co można zrobić, kiedy w skarbcu pustki? Słaumi oddałaby wszystko, no prawie wszystko, aby zwiększyć zasoby. Zwłaszcza jeśli nie byli to biedni rolnicy, ale znaczące persony, które przywoziły ze sobą prawdziwe skarby. Bogaci poddani byli jej potrzebni. Miała takie ambitne plany…
– Południowe stoki Ko wymagają ochrony. To tutaj stąpał kiedyś legendarny władca – Vondon. Ślady tych świętych stóp powinny być czczone… Jego oddech wciąż można poczuć w koronach drzew. Nie siejmy zniszczenia! Dość już walki z pięknem naszej wyspy i z jej harmonią! – prowodyrzy przedstawiali swoje racje.
Cesarzowa wsłuchiwała się w te głosy w skupieniu. Nie zdradził jej żaden mięsień. Nie drgnęła nawet powieka. A przecież wiedziała swoje. W tym przypadku nie chodziło o nieuchwytne wspaniałości, którymi potrafili zachwycać się nieliczni. Zresztą pól na Archipelagu nie brakowało i nie za braknie. W tym przypadku liczyła się twarda i przeliczalna waluta. To ona gwarantowała rozwój całego Archipelagu. A Słaumi stawiała na rozwój.
– Nie potrafią zrozumieć, że złoto rozwiązuje większość problemów i potrzeb? Także tych które sami zgłaszają? – zastanawiała się cesarzowa. – Czy przekona rajców? To do nich będzie należała ostateczna decyzja w tej sprawie…
Dylematy ludu i władzy nie wstrzymywały jednak biegu wydarzeń. Z każdym ruchem wioseł… Z każdym mocniejszym powiewem wiatru… do Wyspy Ko, zbliżały się łodzie. Purpurowe żagle było już widać na horyzoncie.
c.d.n.
(przeczytaj wszystkie odcinki Dyktatora…)
Tiopental Veritaserum
Dyktator 7 wysp archipelagu Pieśla” – odcinek 69
* Opowiadanie fikcyjne, ewentualne podobieństwo do osób i zdarzeń faktycznych jest przypadkowe.
Komentarze
Uwaga! Dyskusja jest moderowana raz dziennie (zwykle rano) - komentarze nie pojawiają się od razu w momencie publikacji. Komentarze nie związane z tematem posta, obraźliwe, wulgarne nie są publikowane. Jeśli nie widzisz swojego komentarza sprawdź MOJE ZASADY i REGULAMIN
bardzo w klimacie,,,, To złoto i mamona to fikcja i pobożne życzenie Cesarzowej!!! no i sposób na tych co myślą, że cesarzowa ma rację. to przecież podcinanie gałęzi na której także i ona siedzi , no i niebywała krótkowzroczność!!! Brawo mieszkańcy KO. Nie dajcie się omamić mamoną i przekrętami!!!! nie oddajcie Waszych pól i chomików, a także Świerklańca, bo to skarb bezcenny. Zupełnie Obca.
Akurat za kilka dni będziemy słuchać innej historii w której ktoś sprzedał coś za srebrniki…
Chop ze wsi wyjdzie – wieś z chopa nigdy.