2024-11-03
Odkryłem, że… jestem (niemal) uzależniony
Nigdy nie rozumiałem osób uzależnionych. Dlaczego z tym nie skończą? Trzymałem się z daleka od wszelkich używek. Żadnych papierosów. Ludzie nie radzą sobie z fajkami – lepiej nie próbować. I dlaczego oni tego po prostu nie rzucą w cholerę?! Nie piłem nawet kawy, bo przecież ludzie później bez niej żyć nie mogą. A ja nie lubię “musieć”. Zresztą nawet jak bym musiał – to bym przestał bo mam przecież silną wolę.
Faktycznie. Jak coś postanowię to nie ma zmiłuj. Uparłem się, że będziemy zmieniać miasto i po kilku latach ciężkiej pracy – udało się. Wygraliśmy wybory. Razem z Wami zmieniamy Piekary Śląskie. Uparłem się na maraton – to wytrzymałem ciężki trening i złamałem cztery godziny. Uparłem się na śpiewanie – kilka miesięcy lekcji, ćwiczeń i… sprawa załatwiona. Upierałem się na wiele różnych – mniejszych i większych rzeczy, zawsze osiągając cel.
Wiem w czym jest haczyk. We wszystkich tych sprawach upierałem się, żeby robić coś, co tak naprawdę lubię. Coś czego chcę. Nie robiłem niczego wbrew sobie. Bardziej chciałem wygrać, biec, śpiewać niż spokojnie siedzieć w domu i się lenić.
A dziś walczę z wyjątkowo głupim nałogiem i robię to wbrew sobie. Bo tak naprawdę, to wcale mi ten nałóg “nie przeszkadza”. Lubię go. Nie chcę tego zmieniać. Tu coś przeczytam, tu coś obejrzę, tutaj napiszę komentarz. I w ogóle przecież nie jestem uzależniony – gdybym chciał, to przecież nie muszę. No po prostu klasyka gatunku.
Pierwszy krok to uświadomić sobie problem. Zegarek na ręce jest połączony z telefonem. Telefon z facebookiem. Co kilka sekund przychodzi powiadomienie. Ktoś polubił post. Ktoś napisał komentarz. Ktoś odpisał na komentarz. Ktoś opublikował post. No i człowiek zagląda, sprawdza, czyta, odpisuje… A jak nie ma powiadomień, to co jakiś czas warto sprawdzić co się dzieje… I tak zaczyna się życie w wirtualnym świecie. I jak tu się dziwić dzieciakom, które przywykły do tego właściwie do urodzenia. Homotableticus.
Może nazywanie tego w moim przypadku nałogiem jest przesadą, ale z pewnością zacząłem odczuwać dyskomfort związany ze zbyt dużą ilością czasu przed telefonem. Miałem ograniczyć dyskusję, komentowanie, a jednak… wciąż wdaję się w dyskusje, czasami zupełnie niepotrzebne. Próbuję wyjaśniać, tłumaczyć, przekonywać… Najczęściej zupełnie bezsensu, bo z góry wiadomo, że z niektórymi na pewno nie znajdziemy wspólnego języka. Trochę tak jakby w polityce Tusk z Kaczyńskim przekonywali się do swoich racji. A przecież oni w takiej dyskusji nawet by się nie słuchali. Każdy ma swoją historię i kompletnie nie obchodzą go racje drugiej strony.
Wracając na nasz grunt lokalny – udało mi się trochę ograniczyć dyskusje, przepychanki słowne i nie odpowiadam na wszystko co ludzie piszą na mojej tablicy. Nawet zauważyłem różnicę, jednak nie tak znaczącą jak bym się spodziewał. Trochę jak z dietą – po pierwszym zgubionym kilogramie człowiek myśli, że może już sięgnąć po coś słodkiego. Ot, jeden malutki kawałek czekolady, tak na smak. A później jeszcze jeden, i dwa, aż nagle nie ma całej tabliczki. Mnóstwo pustych kalorii…
Haczyk z internetem i facebookiem polega na tym, że nawet jeśli nie piszę, to… wciąż wszystko czytam na bieżąco. A czasami, zaczyna się niewinnie… ot, jeden komentarz i głos w dyskusji. Tylko jeden i tyle. Oczywiście “służbowo”, bo to przecież element pracy. A potem odpowiedź jedna, druga i dyskusja w najlepsze. Coś jak ten przykład z czekoladą. A przecież to wszystko nie ma sensu – miasta nie zmienia się w internecie, tylko w świecie rzeczywistym.
Ostatnio na spotkaniu z prezydentami ościennych miast moi koledzy stwierdzili, że te przepychanki kosztują wiele czasu, energii i nerwów, a nie wnoszą niczego konstruktywnego. Wysysają z nas entuzjazm i utrudniają się skupić. I trudno się z tym nie zgodzić.
Co ciekawe, zauważyliśmy, że te dyskusje i spory nie są oryginalne – nie uwierzycie, powtarzają się w każdym mieście. Nie ważne kto rządzi: PiS, PO, czy prezydent bezpartyjny. Opozycja powtarza zawsze te same zarzuty, tak samo straszy, tak samo obraża. Właściwie można wyciąć te różne wypowiedzi i wrzucić na dowolnym forum. Nikt się nie zorientuje, że to z innego miasta. Tak ten chocholi taniec jest zorganizowany.
Może któregoś dnia zrobię eksperyment i wybiorę komentarze z różnych miast i poproszę o przypisanie ich do miast. Zobaczymy jak Wam pójdzie i czy faktycznie dostrzeżecie schemat wpisany w zasady walki o władzę. Kiedy spojrzy się na to z takiej szerszej perspektywy – wygląda to strasznie głupio. Albo w każdym mieście są te same problemy, albo po prostu przeciwnicy władzy zawsze sięgają po takie same “argumenty”. A przeciwnicy i niezadowoleni są zawsze – trzeba się z tym po prostu pogodzić. Wszystkich zadowolić się po prostu nie da.
I wracając do głównego tematu: nie zwalajmy wszystkiego na tematykę miejską i wykonywaną przeze mnie pracę. Bo chociaż faktycznie to znaczna część mojego “użytkowania” internetu, to przecież jest jeszcze zwykłe “przeglądanie” facebooka, rolek, głupich filmów i cała masa tym podobnych głupot, które nie oszukujmy się – zabierają mnóstwo czasu. A potem narzekamy, że brakuje go na naprawdę ważne rzeczy.
Jasny gwint, jak się nad tym zastanowić to faktycznie – ten mój telefon jest jak przyklejony. I jeszcze zegarek cały czas nadaje sygnały… Niby wiem, że takie czasy i wszyscy mocno korzystamy z elektroniki, mamy zegarki, słuchawki, jesteśmy niemal stale “podłączeni”. A jednak… zaczęło mi to poważnie przeszkadzać.
Więc kolejne podejście do problemu i biorę się za siebie!
– Smartwatch idzie do szuflady. Na rękę klasyczny zegarek. Taki nudny. Ze wskazówkami.
– Nie muszę natychmiast odczytywać każdego smsa, każdego komentarza i opinii.
– Komentarze i mocno ograniczona dyskusja tylko w określonych godzinach, nie przez cały dzień.
– Trochę mniej telefonu (tryb samolotowy), a więcej skupienia na bieżących sprawach
– Żadnego surfowania późnym wieczorem
– W weekendy zero komentarzy i sprawdzania fb
– Zero ogłupiających filmików z tiktok-a, rolek facebookowych itp.
I generalnie mniej internetu, zwłaszcza na telefonie. Z kieszeni trafi do plecaka, to będzie mniej kusił. A zamiast marnować czas na głupoty, więcej poczytam. Zawsze czytałem na potęgę, wręcz połykałem książki, a teraz wyraźnie spadło mi “czytelnictwo”. A i skupić się trudniej.
Dość tego dziadostwa.
Dam Wam znać za jakiś czas jak mi idzie. Trzymajcie kciuki.
PS. Pierwszy dzień “bez telefonu” upłynął bardzo przyjemnie. I właściwie bezstresowo. Można bez tego wszystkiego żyć. Użyłem go dzisiaj właściwie raz do strzelenia fotki.
PS2. Wydaje się Wam, że to dziwny temat? Zerknijcie na teksty poniżej. Ile przedstawionych tam “objawów” pasuje do Was lub Waszych dzieci?
Uzależnienie od telefonu – na co zwrócić uwagę?
7 wskazówek jak ograniczyć korzystanie z telefonu
Komentarze
Uwaga! Dyskusja jest moderowana raz dziennie (zwykle rano) - komentarze nie pojawiają się od razu w momencie publikacji. Komentarze nie związane z tematem posta, obraźliwe, wulgarne nie są publikowane. Jeśli nie widzisz swojego komentarza sprawdź MOJE ZASADY i REGULAMIN
Już miałem Panu pogratulować i życzyć wytrwałości, ale chyba wyślę tradycyjnym listem 🙂
Czasami jednak zaglądam 😉 Częstotliwość jednak pod kontrolą. Idzie dobrze. Ograniczyłem czas przed komórką już o 70%
W Polsce wszystko uzależnione jest od systemu nie tylko od internetu np; wszystkie miasta w Polsce ocieplają bloki, wszystkie budują ścieżki rowerowe, budują betonowe rynki i tak dalej wszystkie robią tak samo a dlaczego nie budują np; mieszkań dla mieszkańców miast bo to jest sprzeczne z systemem i godzi w portfel i finanse tych najbogatszych. Dlatego od 89 roku w demokracji np; mieszkanie które kosztowało 30 tyś kosztuje 400 tys, dom który kosztował 100 tyś kosztuje milion, garaż który kosztował 15 tyś kosztuje 70 tyś aby uzależnić ludzi aby w pogoni za pieniądzem poświęcali całe życie aby osiągnąć coś co jest dla nich coraz to częściej nierealnym do zrealizowania czymś na co poświęcają swoje całe życie. Uzależniamy się albo od internetu albo od materializmu jak nie pochłania nas internet to pogoń za pieniędzmi bo tylko w taki sposób człowiek może coś osiągnąć taka jest niestety demokracja i kapitalizm system w którym teraz żyjemy.
Dlaczego wtedy zarabialiśmy 980 zł, a teraz 4980 zł?
Wtedy zarabiało się trochę więcej a co piąty Polak pracuje teraz niestety za najniższą krajową. A co do mieszkań dlatego się ich nie buduje ponieważ politycy i śmietanka zainwestowała w demokracji swoje majątki w nieruchomości domy i mieszkania gdyby więc zaczęli budować dla społeczeństwa to by ich majątki poszły niestety mocno w w dół ich wszystkie inwestycje.
Głupoty opowiadasz… na umowie 4300, a pod stołem drugie tyle… teraz za najniższą krajową to już nikt Ci do pracy nie przyjdzie. Nawet w głupiej Biedronce czy Lidlu! Ta najniższą krajowa to ściema dla urzędów, MOPSÓW i po zasiłki. Bezrobocia nie ma, w rodzinie po minimum 2 samochody, komórki za 4 koła i telewizory minimum 65 cali. Widzisz co się dzieje na ulicach, a 800+ to na Nike za 500 zł idzie albo na Adasie, bo teraz dziecko w podstawówce w zwykłych trampkach chodzić już nie może….
Ty to naprawdę masz fantazję niektórzy mają po dwa samochody bo samochód to nie jest znowu jakiś tam ogromny wydatek chociaż w ostatnim czasie samochody jednak podrożały. Ludzie kupują różne rzeczy na pokaz ale są zadłużeni po uszy na nowe mieszkanie albo zakup domu stać tylko nielicznych to są tylko jednostki.