2012-11-06
Dyktator
Tiopental Veritaserum
“Dyktator 7 wysp archipelagu Pieśla” – odcinek 1 (posłuchaj mp3)
Historia toczy się tu i teraz, a może zupełnie gdzie indziej i znacznie wcześniej. Niektórzy twierdzą, że nigdy nie miała miejsca, bo skryba, który powieść przelał na papier nie zaznaczył tego wyraźnie. Ze względu na brak jakichkolwiek wskazówek wszystko pozostaje w sferze naszych domniemań i domysłów.
To opowieść o niezwykłym archipelagu Pieśla i dyktatorze jego siedmiu wysp: Ko, Ce, Sz, Br, Ka, Bz i Da, o walce o władze, wpływy, pieniądze i przywileje. Historia jak zwykle to bywa nie ma wyraźnego początku i końca. Ot, zwyczajnie kołem się toczy. Równie dobrze możemy więc zacząć snuć naszą opowieść dokładnie w tym miejscu…
Stakor, dyktator siedmiu wysp, trzasnął pięścią w stół uciszając wszystkich zebranych w pałacowej sali. Nie dało się ukryć, że był wściekły.
– Ten.. ten… – ze zdenerwowania dyktator zapomniał słów – ten…
– Niegodziwiec – usłużnie podpowiedział Jerkra, jego totumfacki.
– Niegodziwiec! Ten…
– Nikczemnik! Nędznik! Łotr! Podlec! – Jerkra wyraźnie się rozkręcał.
Znów huknęło, kiedy dyktator walnął w stół.
– To musi się skończyć! W normalnych warunkach kazałoby się gnojka ściąć lub rzucić lwom na pożarcie.
– Nie mamy lwów… – wtrącił Jerkra.
– Można z zoo pożyczyć. Nie w tym rzecz. Trzeba się typa pozbyć – raz na zawsze. Tylko zamiast metod prostych i “tradycyjnych”, musimy to zrobić w sposób… cywilizowany.
Dyktator zmarszczył brew. Podwładni zamarli widząc zamyślonego wodza. W napięciu oczekiwali na rozkazy, które z pewnością zaraz wyda. Jego odwieczny rywal, Krztur, tym razem przesadził obsmarowując dyktatora i jego najbliższych współpracowników w lokalnym szmatławcu. Zresztą “Przegląd Archipelagu” raz za razem, opluwał wodza. Tym razem Krztur i jego drużyna wojów będzie jednak musiała ponieść konsekwencje. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że Stakor tak tego nie zostawi. Napięcie na sali osiągnęło już punkt graniczny, gdy dyktator westchnął cicho.
– “Głos Pieśli” i “Gazeta Poglądowa” muszą przedstawić prawdę – wydał wyrok – lud prosty naszych wysp musi poznać prawdę o krętactwach i machlojach tej zbieraniny. Nie mogą dłużej stanowić dla mnie zagrożenia… eeee… znaczy się zagrożenia dla ludu i całego archipelagu.
Dyktator wstał od stołu i podszedł do okna. Widok rozcierający się na ocean i wyspy rozrzucone na nim niby krowie placki zawsze go uspokajał.
– Moje… Moje królestwo. Mój skarb… – wyszeptał tak cicho, że nie usłyszał go nikt z poddany. A głośno dodał – Ograniczenia. Wieczne ograniczenia… Zawiadomić służby bezpieczeństwa. Niech też wezmą drani w obroty.
– Ale o czym mamy zawiadomić? – zapytał naiwnie ktoś z poddanych.
Złośliwy grymas wykrzywił twarz dyktatora.
– Jest człowiek, paragraf też się znajdzie – syknął – na wszelki wypadek zawiadomcie służby o wszystkim. O tym co wiecie, o tym czego się tylko domyślacie i o tym, co potraficie wymyślić. Niech się do niego dobiorą…
– Dobra decyzja, mój Panie – stwierdził totumfacki – nawet jak nic nie znajdą, to przynajmniej będą go męczyć. A i na widok narzędzi tortur ludzie miękną i mówią różne rzeczy…
– Otóż to, mój przyjacielu – uśmiechnął się dyktator, po raz pierwszy tego poranka – otóż to. A i można to wszystko zręcznie opisać… Nie będzie się bandzior poparciem ludu cieszył.
Ludzie odetchnęli z ulgą, lecz w tej samej chwili wzrok dyktatora siedmiu wysp padł na leżący w kącie, wymięty egzemplarz “Przeglądu archipelagu”. W ciągu ułamków sekund przez twarz dyktatora zmieniła się nie do poznania.
– Znaleźć każdy dostępny egzemplarz tego szmatławca! Zniszczyć je. Spalić! – krzyknął przeraźliwie – Na co czekacie?! Wynosić się!!!
Ludzie rozpierzchli się natychmiast. Kiedy za ostatnim z podwładnych zamknęły się drzwi, Stakor usiadł za wielkim biurkiem i ukrył twarz w dłoniach.
– Jak on mógł? – szlochał cichutko.
Jerkra podszedł do niego, objął wodza czule i szepnął do ucha.
– Przetrwaliśmy gorsze burze, przetrwamy i tą. Krztur skacze jak pchła na uwięzi, miota się jak pies na łańcuchu, ale to ty jesteś dyktatorem. To my mamy władzę…
Dyktator podniósł głowę, spojrzał na niego i uśmiechnął się przez łzy.
– To ja mam władzę… – szepnął.
c.d.n.
* Opowiadanie fikcyjne, ewentualne podobieństwo do osób i zdarzeń faktycznych jest przypadkowe.
Komentarze
Uwaga! Dyskusja jest moderowana raz dziennie (zwykle rano) - komentarze nie pojawiają się od razu w momencie publikacji. Komentarze nie związane z tematem posta, obraźliwe, wulgarne nie są publikowane. Jeśli nie widzisz swojego komentarza sprawdź MOJE ZASADY i REGULAMIN
http://onet.pl