2013-02-10
50 twarzy Greya
– Czytałaś 50 twarzy Greya?
– Nie…
– Jak to nie?! Wszyscy to teraz czytają…
I jak się okazuje nie zawsze jest to wyznacznikiem jakości konkretnej pozycji. Bo chociaż książka stała się popularna i sprzedano prawa do jej ekranizacji za 5 milionów dolarów to nie ma w niej niczego, co by całe to zamieszanie uzasadniało. Jak przystało na książkowego mola nabyłem tę pozycję drogą kupna i mogę powiedzieć o niej mniej więcej tyle: czyta się przyjemnie, ale mamy tu do czynienia z niczym więcej, jak tylko ze zwykłym harlekinem (tyle, że obszerniejszym). No i do czytania Harlekinów nikt się nie przyznaj, za to do trylogi E L James przyznawanie stało się modne. Być może smaczku pozycji dodaje wiele scen “łóżkowych”, ale żeby od razu zrobić z tego hit? Po przeczytaniu pierwszego tomu nie jestem przekonany do czytania kolejnych. A już na pewno nie znajdą miejsca na moim prywatnym regale (na ten zaszczyt trzeba sobie zasłużyć).
Podsumowując: przeczytać można, ale po co? Jest wiele ciekawszych i bardziej wartościowych pozycji, które mogę polecić.
ps. O książkach pisałem kiedyś na osobnym blogu, teraz moje osobiste recenzje będę zamieszczał na bieżąco tutaj, w kategorii “Książki, które czytam”.
Komentarze
Uwaga! Dyskusja jest moderowana raz dziennie (zwykle rano) - komentarze nie pojawiają się od razu w momencie publikacji. Komentarze nie związane z tematem posta, obraźliwe, wulgarne nie są publikowane. Jeśli nie widzisz swojego komentarza sprawdź MOJE ZASADY i REGULAMIN
Zgadzam się z przedmówcami. Nie warto czytać. Słaby język, ciężka fabuła. W sumie perwersja tylko jakoś wyróżnia tę książkę. Reszta sztucznie napompowana medialnie. Zapraszam wciąż nie zniechęconych do anty-recenzji tej książki:
http://moznaprzeczytac.pl/piecdziesiat-twarzy-greya-e-l-james/
To prawda, szczegóły są… hm… powiedzmy, że są jakie są. Ale cała fabuła jest naciągana jak guma z majtek. A samej “umowy” nawet nie komentuję.
uffff, myślałam, że tylko ze mną coś nie tak. Językowo ubogo, że aż boli. Te sceny łóżkowe, no cóż opowiedziane są tak, że wzbudzają śmiech – sądzę, że nie o to chodziło. Autorka pobiła chyba rekord powtórzeń, Grey wciąż pachnie drogim żelem pod prysznic lub “ma ubraną białą koszulę” a Ana rozpada się na kawałki lub przygryza wargę… i wszyscy marszczą czoło 🙂 Nie polecam nikomu, kto ceni sobie słowo pisane.