2014-11-03
Kiedy odeszli, wszystko się zmieniło
Co roku, kiedy stoję nad grobami bliskich zaskakuje mnie fakt, że od ich odejścia minęło już tyle czasu. A ja ciągle niezwykle wyraźnie mam w pamięci chwile, które spędziliśmy razem. Czasami wręcz zapominam, że już ich nie ma. Zdarza się, że mam problem, więc chwytam za telefon i chcę dzwonić do ojca… Brakuje mi go strasznie. Robiliśmy razem proste rzeczy: łowiliśmy ryby, graliśmy w Tomb Ridera… nic nadzwyczajnego. Żałuję, że nie poznał Juniora, że nie możemy zagrać w najnowszą część tej kultowej gry. Przejeżdżałem ostatnio koło ogródka działkowego moich dziadków. Właściwie nie wiem po co tam zajrzałem. Niewiele zostało już z miejsca, które pamiętam. Chyba tylko ogrodzenie i furtka, na której huśtałem się tyle lat… Babcia Józia nie zrobi konfitur, dziadek Lolo nie postawi na stole nalewki… W lodówce wciąż mam ostatni słoik musu jabłkowego łączący mnie z dzieciństwem. Nalewkę produkuję sam, ale choć dobra, to już nie to samo. Choć z drugiej strony dzięki niej pamiętam. Brakuje mi wigilijnego stołu, przy którym zasiadała cała, całkiem spora rodzina. Kiedy zamknę oczy widzę wyraźnie tamto mieszkanie zakładowe, kaflowe piece, stół drewniany własnej roboty, szafę ze stojącą na niej porcelanową figurką psa, fotel i stary zegar wybijający godziny. Jakbym był tam wczoraj. Wieczorami czytam Krzysiowi Harrego Pottera, ale czasami jak zasypiam słyszę głos babci Danki czytającej mi “Dzieci kapitana Granta”. Kiedy ostatnio byłem zmęczony po nieprzespanej nocy zbudził mnie mokry nos przytknięty do policzka. To Diesel domagał się wyjścia na spacer, ale przez kilka chwil, zanim rozbudziłem się do końca, byłem przekonany, że to moja stara przyjaciółka Saba, z którą spędziłem 20 lat mojego dzieciństwa. I chyba za tym właśnie tęsknię, beztroskim dzieciństwem, które właśnie oni wszyscy stworzyli. Bo dziś nic nie jest już takie samo.
I rzuciłbym wszystko w diabły: robotę, politykę, najwyższe szczyty gór i wszystkie niepotrzebne rzeczy, które gromadziłem przez lata, żeby raz jeszcze zasiąść razem do stołu, wyjechać na ryby, pobiegać z psem… A skoro wiem, że to niemożliwe to dopada mnie smutek. Dlatego nie lubię 1 listopada. Tego dnia najbardziej dociera do mnie ile już straciłem. Zawsze też myślę sobie, że często tracimy z oczu to co naprawdę ważne, a nasze życie jest źle zorganizowane…
Komentarze
Uwaga! Dyskusja jest moderowana raz dziennie (zwykle rano) - komentarze nie pojawiają się od razu w momencie publikacji. Komentarze nie związane z tematem posta, obraźliwe, wulgarne nie są publikowane. Jeśli nie widzisz swojego komentarza sprawdź MOJE ZASADY i REGULAMIN