KRZYSZTOF TURZAŃSKI
SŁAWA UMIŃSKA-KAJDAN

Krzysztof Turzański Sława Umińska-Duraj

2026-10-17

Szpitale nie interesują Minister Zdrowa – radźcie sobie sami

Ponad 400 samorządowców, dyrektorów i prezesów szpitali z całej Polski spotkało się w Warszawie, aby rozmawiać o dramatycznej sytuacji polskiej ochrony zdrowia. Liczyliśmy na konkretne odpowiedzi, decyzje i rozwiązania. Czy się doczekaliśmy? Niestety, nie. Minister Zdrowia nie znalazła czasu na spotkanie, a jej zastępca został wybuczany. Trudno się jednak dziwić narastającej frustracji. Bo szpitali nie da się utrzymywać samymi obietnicami.

Szczyt Szpitali Powiatowych odbył się 19 października w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Przyjechali przedstawiciele samorządów z całego kraju. Z różnych regionów, różnych środowisk i różnych opcji politycznych. I właściwie wszyscy mówili jednym głosem. Tak dalej być nie może.

Ponad 90 procent szpitali powiatowych objętych analizą zakończyło ubiegły rok stratą na podstawowej działalności. Ponad 90 procent!

Czy naprawdę ktoś wierzy, że nagle w całej Polsce dyrektorzy zapomnieli, jak zarządzać szpitalami? Że samorządowcy masowo zaczęli podejmować złe decyzje? Że właściwie wszędzie brakuje kompetencji i umiejętności?

Nie. To nie jest problem jednego szpitala, jednego miasta ani jednego dyrektora. To problem całego systemu.

Na spotkanie zaproszona została minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda. Niestety, nie pojawiła się na spotkaniu. Resort reprezentował wiceminister Tomasz Maciejewski, który powiedzmy to wprost – nie miał absolutnie nic do powiedzenia. Moim zdaniem był kompletnie nieprzygotowany do dyskusji.

.Przyjechaliśmy rozmawiać o pieniądzach. O konkretnych rozwiązaniach. O przyszłości szpitali. A przede wszystkim o bezpieczeństwie pacjentów. I niestety po stronie NFZ i Ministerstwa Zdrowia nie ma żadnych odpowiedzi, żadnych pomysłów i żadnych perspektyw.

Kiedy wiceminister zapewniał o otwartości resortu na dialog, na sali rozległo się buczenie. Czy to właściwa forma wyrażania niezadowolenia? Można dyskutować. Ale ten moment doskonale pokazał skalę frustracji ludzi, którzy na co dzień odpowiadają za funkcjonowanie szpitali i doskonale wiedzą, jak wygląda rzeczywistość.

 

I tutaj dochodzimy do sedna problemu.

Kto decyduje o wysokości składki zdrowotnej? Państwo.Kto ustala wyceny świadczeń medycznych? Państwo, poprzez odpowiednie instytucje.

Kto wprowadza ustawowe podwyżki wynagrodzeń? Parlament i rząd.

Kto decyduje, ile pieniędzy i kiedy szpital otrzyma za leczenie pacjentów? NFZ.

A kto później musi się martwić, z czego zapłacić pracownikom, dostawcom leków, za energię, ogrzewanie i utrzymanie budynków?

Dyrektorzy szpitali i samorządy.

To trochę tak, jakby ktoś z zewnątrz decydował, ile masz płacić pracownikom, za ile masz sprzedawać swoje usługi i kiedy otrzymasz za nie zapłatę. A później rozliczał Cię z tego, że firma przynosi straty.

Absurd? Oczywiście. Ale właśnie tak w dużym uproszczeniu wygląda funkcjonowanie wielu polskich szpitali.

I żeby było jasne. Nie kwestionuję potrzeby godnego wynagradzania lekarzy, pielęgniarek, ratowników czy pozostałego personelu medycznego. Wręcz przeciwnie. Tylko jeśli państwo podejmuje decyzję o wzroście wynagrodzeń, powinno zapewnić również odpowiednie środki na ich sfinansowanie. Nie można uchwalać podwyżek, przerzucać kosztów na szpitale, a później dziwić się, że ich zadłużenie rośnie.

Kolejny problem to rozliczenia z Narodowym Funduszem Zdrowia.

Szpital przyjmuje pacjenta. Lekarze wykonują zabieg. Pielęgniarki opiekują się chorym. Placówka ponosi konkretne koszty.

A później zaczyna się oczekiwanie na pieniądze.

W przypadku części świadczeń płatności są opóźniane, a rozliczenie nadwykonań staje się poważnym problemem. Szpitale muszą więc finansować bieżącą działalność z pieniędzy, których często zwyczajnie nie mają.

A rachunki nie poczekają.

Pracownikom trzeba zapłacić na czas. Dostawcom również. Energia kosztuje. Leki kosztują. Sprzęt i jego serwis kosztują.

Tylko NFZ może powiedzieć: zapłacimy później. Albo może nie zapłacić za wszystko. To zwyczajna patologia.

Nie piszę o tym wszystkim wyłącznie na podstawie informacji z konferencji. Z problemami finansowania ochrony zdrowia zmagamy się również w Piekarach Śląskich.

Dobrym przykładem jest oddział pulmonologii w naszym szpitalu. Oddział potrzebny pacjentom, na którego otwarcie dostaliśmy pieniądze z Ministerstwa Zdrowia, ale nie otrzymał później…  kontraktu z NFZ. W efekcie ciężar finansowania jego działalności wzięło na siebie miasto. Przecież to absurd. Coś co miało poprawić sytuację pacjentów i szpitala – stało się dodatkowym obciążeniem, kosztem i stoi na krawędzi likwidacji.

Przecież mieszkańcy Piekar Śląskich płacą składki zdrowotne dokładnie tak samo jak mieszkańcy innych miast. Dlaczego więc dodatkowo z miejskiego budżetu musimy finansować świadczenia, które powinny być elementem publicznego systemu ochrony zdrowia?

A przypomnę, że pieniądze samorządu nie biorą się znikąd. To środki, które mogłyby zostać przeznaczone na remonty dróg, inwestycje, szkoły czy inne potrzeby mieszkańców.

Podobne historie słyszymy z całego regionu.

W Chorzowie szpital, który wcześniej wykazywał dodatnie wyniki finansowe, po zmianach zasad finansowania znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Rok 2025 zakończył stratą sięgającą 20 milionów złotych. W Zabrzu miasto musi przeznaczać miliony złotych na wsparcie swojego szpitala, który jest w restrukturyzacji sądowej, bo nie radził sobie z zadłużeniem.

W Rudzie Śląskiej pojawiły się problemy z wypłatą pełnych wynagrodzeń. W Bytomiu wstrzymywano przyjęcia na oddział chorób wewnętrznych. W Wodzisławiu Śląskim zawieszono część świadczeń położniczych i neonatologicznych.

To nie są pojedyncze przypadki.

To sygnały ostrzegawcze, których nie można dłużej ignorować.

Podczas szczytu wiceminister Tomasz Maciejewski zapewniał, że resort zdrowia nie zamierza likwidować szpitali powiatowych. Ale samorządowcy wyśmiali tą deklarację. Ministerstwo ich nie zlikwiduje – one upadną z braku środków.

Co z pieniędzmi na funkcjonowanie szpitali tu i teraz? Co z niezapłaconymi świadczeniami? Co z rosnącymi kosztami? Co z placówkami, które tracą płynność finansową?

Nie ma na to odpowiedzi.

Wcześniej na spotkaniu z dyrektorem śląskiego NFZ było tylko gorzej. Szpitale mają nie przyjmować wszystkich pacjentów, nie wszyscy przecież wymagają ratowania życia. Kiedy zaczynamy mówić takie rzeczy, to znaczy, że gdzieś zagubił się sens istnienia Narodowego Funduszu Zdrowia, a pacjent znalazł się na ostatnim miejscu.

← Powrót

Komentarze



Uwaga! Dyskusja jest moderowana raz dziennie (zwykle rano) - komentarze nie pojawiają się od razu w momencie publikacji. Komentarze nie związane z tematem posta, obraźliwe, wulgarne nie są publikowane. Jeśli nie widzisz swojego komentarza sprawdź MOJE ZASADY i REGULAMIN

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments