2017-03-13
O sile ludzkiego umysłu
Gdybym miał trafić na bezludną wyspę i mógł zabrać jedną książkę, to byłaby to powieść Ayn Rand. Prawdopodobnie byłby to Atlas Zbuntowany, bo jest bardziej skomplikowany i obszerniejszy niż Źródło. Obie książki są jednak podobne i wypływają jedna z drugiej.
Kiedyś najważniejszą dla mnie pozycją (i grubą, co jest ważne na bezludnej wyspie) był Władca Pierścieni, później Tad Williams i jego “Inny Świat”, a teraz Ayn Rand i jej powieści. A prawdziwym ideałem byłoby zabranie całego tego “kompletu” To najważniejsze książki mojego życia, do których dodałbym jeszcze “Małą księżniczkę” (z osobistych powodów i myślę, że każdy ma taką swoją książkę z dzieciństwa).
Na początku było źródło. To historia nieprzeciętnie uzdolnionego architekta, Howarda Roarka, który nie podporządkowuje się powszechnie panującym poglądom i gustom. Pracuje najlepiej jak potrafi, wierząc, że kompetencja i dobrze wykonana praca jest ważniejsza niż układy, pochlebstwa i znajomości.
Atlas Zbuntowany to już coś więcej. To już nie historia jednego człowieka, ale całego świata. Genialny przedsiębiorca zmienia się w bezwartościowego playboya, wielki przemysłowiec pracuje na rzecz własnego upadku, kompozytor porzuca karierę w noc swego triumfu. Najcenniejsze jednostki znikają z dnia na dzień porzucając swoje firmy, sklepy i fabryki. To strajk ludzi umysłu.
Tym co łączy obie książki jest bohater osiągający sukces dzięki własnej pracy, pomimo wynikających z tego konfliktów z innymi. Ayn Rand pod osłoną beletrystyki – tak naprawdę sprzedaje nam filozofię obiektywizmu. I robi to po prostu genialnie.
Nie wiem ile razy czytałem już obie książki. Czasami całe, innym razem fragmenty. Obie są już mocno wyeksploatowane, poplamione, mają zagięte brzegi.
W weekend byłem w górach. Zakopane może się pochwalić fantastyczną księgarnią. Zawsze wyszukam tam coś cennego. Tym razem na półce dostrzegłem nowe wydanie obu książek, w pięknej, twardej oprawie. Bez wahania kupiłem obie “cegły”. To efekt mojego książkowego snobizmu. Władcę Pierścieni też mam w wersji “czytanej” i “pięknej”. Wspaniałe, pachnące świeżą farbą, pasujące do siebie i w twardych oprawach doskonale prezentujące się na półce. Ten zakup po prostu mnie uszczęśliwił.
Podsumowując: polecam wycieczkę do księgarni (niekoniecznie w górach, ale dlaczego nie) i lekturę tej wyjątkowej powieści. Kto wie, może sprawi, że uwierzycie w siebie i stwierdzicie, że życie ma sens?
Komentarze
Uwaga! Dyskusja jest moderowana raz dziennie (zwykle rano) - komentarze nie pojawiają się od razu w momencie publikacji. Komentarze nie związane z tematem posta, obraźliwe, wulgarne nie są publikowane. Jeśli nie widzisz swojego komentarza sprawdź MOJE ZASADY i REGULAMIN
Co do Władcy Pierścieni, to akurat jedno wydanie drugiemu nie równe. Przekład pana Łozińskiego nie jest wart trzymania na półce choćby i miał okładkę ze złota. Za coś takiego powinno się skazywać na ciężkie roboty. Mógłby na przykład oczyszczać teren na Dołkach z nielegalnie wywiezionych śmieci. Od razu by mu się odechciało i Łazików, i Krzatów, i innych głupich pomysłów.
Tylko Maria Skibniewska. W wersji czytanej i tej “ładnej” tłumacz ten sam 🙂
O Ziemioludku (czy jak on to sformułował) Frodo nie czytam 🙂
O! I w ten sposób dowiedziałem się, że tłumaczenie Marii Skibiniewskiej było wznowione. 🙂 Jak będę miał nową półkę na książki to tez sobie kupię 🙂