KRZYSZTOF TURZAŃSKI
SŁAWA UMIŃSKA-KAJDAN

Krzysztof Turzański Sława Umińska-Duraj

2017-04-07

Rządy cesarzowej: wrogi sojusz

Strategia była prosta, ale negocjacje do łatwych nie należały. W przeszłości ich ścieżki krzyżowały się niejednokrotnie i było raczej szorstko. Raz dzięki wspólnej akcji pogrążyli Krztura, ale takiego formalnego przymierza nigdy wcześniej nie zawierali. Teraz jednak ich celem jest obalenie cesarzowej, a wiadomo – cel uświęca środki. Będą musieli iść w ramię w ramię. W dodatku to nie on będzie grał wiodącą rolę. Nawet spotkanie odbywało się w siedzibie delegata, poza wyspami, bo on stracił dostęp do swojego pałacu. Poza uciążliwościami morskiej podróży, miało to jednak także dobre strony, gdyż trudno było go śledzić i spotkanie mogło się odbyć w tajemnicy.
– Tworzymy cholerny duet… Nienawidzę tego słowa. Jest wręcz… obraźliwe
– pomyślał Dyktator uśmiechając się słodko do Delegata.
– Trzeba znaleźć trzeciego
– stwierdził wreszcie Stakor – Kogoś mocnego.
– To prawda –
przyznał Jurpol – Iskadar się nie nadaje. Słaby. Śmieją się z niego, obgadują po kątach. Monalisa mnie zawiodła. Oboje mnie zawiedli. Teraz…
– Teraz jest zupełnie inna sytuacja
– dyktator gwałtownie mu przerwał – tu nie chodzi o akcje dywersyjne, ale realne poparcie.
Panowie zamyślili się. Dla obu była to rozgrywka, w której tak naprawdę stawką było ich życie. Zmarginalizowany i odsunięty od publicznego życia Stakor chciał wrócić do gry. Liczyć się na Archipelagu. Żelazną ręką prowadzić swój lud. To była jego szansa na powrót, przynajmniej jako przyboczny. A może raczej szara eminencja. W każdym razie licząca się postać. Rozgrywający.
– Tak, to dobry tytuł
– pomyślał dyktator.
Jurpol także miał ograniczone możliwości wyboru. Jego pozycja poza Archipelagiem delikatnie mówiąc, do mocnych nie należała. Nie dość, że wszędzie czyhali rywale, to jeszcze… zaczynano się śmiać. Wiedzieli. Wszyscy wiedzieli co się dzieje. Ten chichot słyszał niemal bez przerwy. Prześladował go. Nie pozwalał spać w nocy.
– Wciąż mogę być wielki
– pomyślał patrząc na dyktatora – a on może mi pomóc…
Walkę o władzę nad Archipelagiem rozważał już wcześniej. Zrezygnował, bo wolał żeglować po szerokich wodach, a niewielki jednak Archipelag nie zaspokajał jego ambicji. Wtedy była to zaledwie opcja, dziś jego być albo nie być. Dobrze, że jako delegat nie porzucił tej możliwości i dbał o to, żeby istnieć w świadomości prostych ludzi. Chociaż tutaj nie mieszkał, wciąż myśleli, że jest członkiem wspólnoty. Wystarczyło pokazać się tu i ówdzie.
– Nie zapomnieli o mnie
– wyrwało mu się na głos.
– O mnie też nie –
gość bezwiednie mu zawtórował.
Popatrzyli po sobie i po chwili niezręcznego myślenia wybuchli szczerym śmiechem.
– Damy radę!
Delegat kazał napełnić kielichy. Taką chwilę warto uczcić. Popłynęło wino. Czerwone. Jak krew.
– Tomflo? –
zastanawiał się głośno Stakor.
Jurpol pokręcił głową.
– Nie ta liga. Użyteczny, ale… –
zawiesił głos.
– Naszym partnerem nigdy nie będzie
– dokończył Stakor.
Stuknęli się kieliszkami. Wiedzieli, że potrzebny im jeszcze szyld. Piękny, dumnny i wyróżniający.
– Polkor. Po prostu. Trzeba się uczyć od najlepszych.
– Tak po prostu?
– Polkor… Hm… Brzmi nieźle…

c.d.n.
(przeczytaj wszystkie odcinki Dyktatora…)

Tiopental Veritaserum
Dyktator 7 wysp archipelagu Pieśla” – odcinek 70

* Opowiadanie fikcyjne, ewentualne podobieństwo do osób i zdarzeń faktycznych jest przypadkowe.

← Powrót

Komentarze



Uwaga! Dyskusja jest moderowana raz dziennie (zwykle rano) - komentarze nie pojawiają się od razu w momencie publikacji. Komentarze nie związane z tematem posta, obraźliwe, wulgarne nie są publikowane. Jeśli nie widzisz swojego komentarza sprawdź MOJE ZASADY i REGULAMIN

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments