2025-09-04
Śnięte ryby w Kozłowej Górze. Co się dzieje?
Mieszkańcy alarmują i przesyłają zdjęcia. Od kilku dni w zbiorniku Kozłowa Góra pojawiają się martwe ryby – przede wszystkim sandacze. To nie pojedyncze przypadki, ale masowe zjawisko, które poruszyło wędkarzy i mieszkańców regionu. Dla wielu osób Kozłowa Góra to miejsce spacerów, rekreacji i wędkowania. Dlatego naturalne pytanie brzmi: co się dzieje i czy mamy się czego obawiać?
Przyczyna – przyducha
Służby i Polski Związek Wędkarski uspokajają: w wodzie nie wykryto żadnych toksycznych substancji. Źródłem problemu jest tzw. przyducha, czyli niedobór tlenu w wodzie.
-
Temperatura wody przy dnie sięga obecnie około 20 stopni Celsjusza.
-
Zawartość tlenu spadła do około 40%.
Dla większości gatunków to trudne warunki, ale sandacz – ryba żyjąca przy dnie – jest szczególnie wrażliwy. Brak odpowiedniej ilości tlenu oznacza dla niego śmierć.
Skala zjawiska
Według szacunków padło od 200 do nawet 300 sandaczy. Wiele z nich to dorodne, kilku- i kilkunastokilogramowe okazy, które przez lata budziły emocje wśród wędkarzy. Dla nich to prawdziwy dramat – część mówi wprost: jesteśmy załamani.
Martwe ryby są systematycznie odławiane. Akcję prowadzi PZW, w tym koło „Relaks” z Piekar Śląskich. Każdego dnia z wody wyciągane są kolejne sztuki. To praca mozolna, wymagająca, ale konieczna, by ograniczyć skutki tego, co się stało.
Reakcja służb
O sprawie powiadomiono policję, Państwową Straż Rybacką, Wody Polskie i oczywiście PZW. Zbiornik jest monitorowany, prowadzone są pomiary, analizowane są wyniki badań. Do tej pory nie ma sygnałów, by sytuacja miała wpływ na jakość wody pitnej – zbiornik Kozłowa Góra pełni przecież również funkcję ujęcia dla części aglomeracji.
Co dalej?
Śnięcie ryb to nie tylko problem wędkarzy. To sygnał, że środowisko jest przeciążone i nie radzi sobie z obecną sytuacją klimatyczną. Wysokie temperatury, brak ruchu wody, ograniczona wymiana tlenu – to wszystko prowadzi do tragedii, którą widzimy dziś na brzegu zbiornika.
Czy można było tego uniknąć? Czy potrzebne są dodatkowe działania, by w przyszłości chronić ryby w Kozłowej Górze? To pytania, które powinniśmy stawiać już teraz.
Podsumowanie
Śnięte sandacze w Kozłowej Górze to efekt przyduchy – niedotlenienia wody. Zjawisko nie ma związku z toksynami czy chemicznymi zanieczyszczeniami, ale pokazuje, jak kruche są ekosystemy wodne w naszym regionie. To bolesna lekcja dla wędkarzy i wszystkich, którzy kochają to miejsce.
Komentarze
Uwaga! Dyskusja jest moderowana raz dziennie (zwykle rano) - komentarze nie pojawiają się od razu w momencie publikacji. Komentarze nie związane z tematem posta, obraźliwe, wulgarne nie są publikowane. Jeśli nie widzisz swojego komentarza sprawdź MOJE ZASADY i REGULAMIN
Za komuny był przemysł huty kopalnie nie było tej unijnej opsesji na ekologię i na Świerkolu ( zbiornik Kozłowa Góra ) od strony bunkrów była plaża z żółtym piaskiem jeździliśmy tam całą rodziną jak i inni plażowicze,teraz ekologia i wszędzie syf bagno i gnój jeziora zalewy rzeki jeden wielki szlam
Nic nie mówi o rolnictwie. Zchemizowane rolnictwo dostarcza azotu i związków chemicznych wypierających tlen. Może w okolicy jakieś hodowle trzody. One dziś produkują więcej metanu i zanieczyszczeń niż kopalnie.
A może jakieś natlenianie wody w kilku miejscach i może by pomogło
Zawartość tlenu spadła do około 40%.
…nie mam wiecej pytań
zielsko wyciągneli?