2017-11-03
Migrena Cesarzowej
– Pnącza zasłoniły widok na…
– Wyciąć! – ucięła krótko Cesarzowa.
Pałacowy urzędnik skinął głową.
– W ubiegłym tygodniu latający dywan zahaczył dach i…
– Dach naprawić, dywan załatać – przerwała niecierpliwie władczyni – Coś jeszcze?
Gruby plik papierów, które trzymał w rękach wskazywały na to, że jednak jeszcze trochę tego będzie. Słaumi machnęła ręką.
– Brakuje kamienia na drodze na wybrzeże… eee… wyblakły dywany w skalnym domu… eee… kończy się zapas świec w świątyni…
Cesarzowa raz po raz kiwała głową, co było traktowane jako rozkaz do realizacji. Salę tronową opuszczali słudzy aby przekazywać decyzje.
– Mieszkańcy oooo-oczeekują budowy no-nowego domu chorych…
– Przecież powstaje? – władczyni była naprawdę zaskoczona – każdego dnia niewolnicy giną podczas katorżniczej pracy.
W sali tronowej zapadła głucha cisza. Nikt nie ośmielił się powiedzieć, że prace…postępują za wolno. Władczyni nie była jednak głupia i wyciągnęła z tego milczenia wnioski. Westchnęła cicho. Trzeba będzie zwiększyć intensywność prac – pomyślała – Efekt będzie ten sam, z wycieńczenia umrze więcej osób, ale lud doceni wysiłki…
– Adamar!
– Jestem, o Pani – nadzorca niewolników skłonił głowę – Co rozkażesz?
– Zmuś ich do większego wysiłku. Nie żałuj bata!
– Jak sobie życzysz, Najwyższa.
Cesarzowa prychnęła.
– Coś jeszcze?
– Zmrok zapadł, a latarnie nie zostały rozpalone… Na pałacowym dziedzińcu zacięła się brama… Koń zgubił podkowę… wóz wpadł do rowu… ułamana gałąź spadła…
– Wystarczy! Przekazać do realizacji – czuła, że nadchodzi ból głowy.
– Ale co?
– WSZYSTKO! – wrzasnęła dziko Cesarzowa i zaraz skrzywiła się z bólu.
Chociaż wywołało to pewien ruch na sali, to jednak znienawidzony urzędnik wciąż stał przed nią miętoląc w dłoniach papiery.
– Co jeszcze? – zapytała zrezygnowana.
– Lud się burzy. Odgłosy niezadowolenia nadchodzą z różnych stron. Nie chcą nowych siedzib na wyspie. Żądają większej ilości prac. Powszechnego dostępu…
Wystarczył gest, żeby przerwał.
– Czy mamy środki, żeby… – urwała widząc minę sługi – Nie mamy?
Spuszczone głowy były wystarczającą odpowiedzią. Migrena nie pozwala Cesarzowej się skupić. Zerknęła jeszcze na plik papierów z zapisem spraw do rozstrzygnięcia i zabrakło jej sił. Wstała z trudem i opuściła komnatę delikatnie zamykając drzwi. Najmniejszy hałas mógłby ją wykończyć. Cesarzowa położyła się w prywatnej komnacie z kompresem na czole. Zamknęła oczy. Przez chwilę, naprawdę krótką chwilę, wszystko wydawało się być w porządku. Wtedy uświadomiła sobie, że nawet ona nie podoła wszystkiemu. W każdym razie nie od razu. Im więcej robi – tym więcej pojawia się potrzeb. Oczekiwań. Żądań! Ból głowy powrócił ze zdwojoną siłą.
Tymczasem w sali tronowej jeszcze długo po odejściu Cesarzowej wszyscy stali w kompletnym bezruchu. Zdawali sobie sprawę, że wszystko to już wkrótce spadnie na nich. Wreszcie rozeszli się do swoich zajęć. W milczeniu.
c.d.n.
(przeczytaj wszystkie odcinki Dyktatora…)
Tiopental Veritaserum
Dyktator 7 wysp archipelagu Pieśla” – odcinek 84
* Opowiadanie fikcyjne, ewentualne podobieństwo do osób i zdarzeń faktycznych jest przypadkowe.
Komentarze
Uwaga! Dyskusja jest moderowana raz dziennie (zwykle rano) - komentarze nie pojawiają się od razu w momencie publikacji. Komentarze nie związane z tematem posta, obraźliwe, wulgarne nie są publikowane. Jeśli nie widzisz swojego komentarza sprawdź MOJE ZASADY i REGULAMIN
“Tymczasem w sali tronowej jeszcze długo po odejściu Cesarzowej wszyscy stali w kompletnym bezruchu. Zdawali sobie sprawę, że wszystko to już wkrótce spadnie na nich. Wreszcie rozeszli się do swoich zajęć. W milczeniu.”
Smutna jakaś ta puenta, aczkolwiek prawdziwa do bólu 😉
Lud się burzy bo Cesarzowej i Głównemu Zarządcy woda sodowa uderzyła do głowy i Najtęższe Umysły Pieśli nie mogą przekonać ich że wykarczowanie lasu pod nowe siedziby wygna z jej terenów zwierzynę łowną i lud zacznie glodowac
Mieszkańcom Kozgoru nie zwierzyna i las problemy sprawiały, lecz niechęć do rozbitków chcących swoje lepianki w sąsiedztwie stawiać.
W tym czasie doszła wiadomość,że audiencji domaga się władczyni wyspy położonej od strony północnej Pieśli. Znana z wtrącania się w każde zarządzenie cesarzowej dotyczące pomnażania wiedzy młodych mieszkańców- nawet tych nie za bardzo umiejących zrozumieć o co władczyni tak do końca chodzi. Krztur się ze złości zaczerwienił- jak może uwłaczać samą swoją osobą- ta…bezczelna Barpan!!! Jak tylko gdzieś się pojawi to po niej zostają zgliszcza dobrych obyczajów, mnóstwo “złej krwi”, niesnaski wśród eduków i ich dyrków. Może ktoś jej w końcu kilka argumentów “zapoda” by jej osoba wróciła do rzeczywistych miejsc życia. Przecież nie można przez ponad 78 lat żywić się niedolą innych mieszkańców wysp przyległych. Podać zbroję-krzyknął! Nie będzie wróg nam patrzył w twarz, uśmiechał się złowrogo…pomyślał: dwie pieczenie na jednym ogniu: cesarzowa spokojnie dojdzie do siebie po strasznym cierpieniu a cisza nastąpi w archipelagu gdy Barpan odpłynie na swoją wyspę Mossol…oczywiście najlepiej z głową pełną wiedzy o tym,że następna wizyta to ….Ktoś tu rządzi- i z tą myślą ruszył na spotkanie z wcielonym złem!
* Opowiadanie fikcyjne, ewentualne podobieństwo do osób i zdarzeń faktycznych jest przypadkowe.
W punkt 🙂 pozdrawiam
I jak tu teraz obniżyć poprzeczkę…????
Skoro jest tak wysoko…żeby nie zapłacić głową…
Apap i do przodu 😉
Każdy z nas ma swoje bóle głowy.
Najbardziej boli głowa z bezsilności.
Czasem trzeba cieszyć się truchtem, bo nie da się biegać bez przerwy.
A im szybciej biegniemy, tym więcej publika i kibice oczekują.
adwokat?
Szanowne ojej,
nie adwokat, pracownik administracji publicznej. Podaję tę informację, gdyż odbieram pytanie Szanownego ojej jako potrzebę poznania mojej pracy.
Jeżeli jest inaczej, to chyba Szanowne ojej widzi wyraźnie, że moja wypowiedź nie zawiera w sobie nic co by kogokolwiek broniło, ani też atakowało. Warunkiem zobaczenia tego faktu jest trzeźwa i obiektywna ocena poprzedniej wypowiedzi.
Obrony (poza zadaniami w ramach analizy opowiadania na lekcji języka polskiego), jak Szanowne ojej zapewne wie, nie potrzebuje postać fikcyjna, której ewentualne podobieństwo do osób i zdarzeń faktycznych jest przypadkowe.
Moja wypowiedź odnosi się do Przedmówczyni – Piekarzanki Joanny i dotyczy codziennych sytuacji i problemów z którymi każdy z nas się spotyka bądź też spotka w przyszłości.
Ufam, że i Szanowne ojej w swoim życiu zawodowym i prywatnym zawiesza sobie poprzeczkę jak najwyżej i stara się ją z każdym dniem podnosić wyżej. Jeżeli tak jest, to moja poprzednia wypowiedź dotyczy więc i Szanowne ojej. Za ewentualną pomoc w trudnych chwilach nie musi Szanowne ojej dziękować.
Serdecznie pozdrawiam
Nie, nie… spokojnie…
ojej kompletnie ma potrzeby poznania ani Pana pracy, ani zresztą niczego, co Pana tyczy,
ojej doskonale daje sobie radę bez jakiegokolwiek Pana wsparcia i ani myśli prosić Pana o cokolwiek, a zwłaszcza o jakąkolwiek pomoc w trudnych chwilach
nie zmienia to jednak faktu, że ojej odnosi wrażenie, jakby Pan kogoś bronił – jeśli postać broniona jest fikcyjna, to jakby nienajlepiej świadczy o obrońcy, no bo któż broni czegoś, co nie istnieje…?
ojej równiez pozdrawia
Patrzę na tę opowieść to pomyślałem sobie, że dla niektórych Polaków w dzisiejszych czasach życie również jest pełne niespodzianek jakby z jakiejś powieści. Wczoraj bowiem czytałem na portalu chyba na ;;onet” albo ;;fakt ”o Polaku elektryku który wyjechał do Tajlandii i wstąpił do klasztoru zostając mnichem i o pewnej polskiej rodzinie która wyjechała mieszkać do Arabii Saudyjskiej, z dnia na dzień ich światy, obyczaje i życie się zmieniły, opisują oni swoje przeżycia na swoich blogach.