2021-02-27
Śmierć podróżnika
Nie ma dobrej śmierci. Każda wywołuje ogromne poczucie straty. Nie ma też dobrego momentu – zawsze jest za wcześnie. Aleksander Dobra zmarł jednak śmiercią podróżnika – na szczycie Kilimandżaro, spełniając swoje marzenia. Fantastyczny człowiek, pozytywnie zakręcony, nieustraszony. Miał swoje marzenia i plany, których już nie zrealizuje. Ale wciąż może być inspiracją.
Już toczy się dyskusja, czy wyprawa była dobrze zorganizowana. Czy na pewno wszystko było w porządku. Kto zawinił? Decydując się na pokonywanie kolejnych granic ludzie nie oczekują gwarancji bezpieczeństwa. Tego nikt im nie zapewni. Jesteśmy tylko ludźmi. W ekstremalnych warunkach można liczyć tylko na siebie i tylko do siebie można mieć później pretensje. Śledzę spekulacje internetowe z pewnym niesmakiem. Każdy siedząc w domowym fotelu ma swoją teorię.
Aleksander Doba stanął na najwyższym szczycie Afryki. Nie miał doświadczenia górskiego, miał za to swoje lata. Zmarł z przyczyn naturalnych. Czy gdyby nie warunki na dużej wysokości żyłby dalej? Nie wiem. Być może po prostu nadszedł jego czas. A może tym razem wyzwanie było ponad jego siły. To bez znaczenia. On żył jak chciał, robił rzeczy, o których marzył, a które wydają się nam niewiarygodne i niemożliwe. Żył pełnią życia i umarł szczęśliwy. Niestety, czas jaki mamy do dyspozycji jest ograniczony i dotyczy to każdego z nas. Ważne jak go wykorzystamy – a Aleksander Doba może inspirować.
Aleksander Doba trzykrotnie samotnie przepłynął kajakiem Ocean Atlantycki. Po raz pierwszy emerytowany inżynier mechanik z Polic wystartował ze stolicy Senegalu, Dakaru, 26 października 2010 r. na specjalnym kajaku “Olo”, zbudowanym w stoczni Andrzeja Armińskiego.
Po blisko 99 dniach i przebyciu 5394 km 2 lutego 2011 r. dotarł do Acarau w Brazylii. W czasie I Transatlantyckiej Wyprawy Kajakowej przebył ocean w najwęższym miejscu.
5 października 2013 r. wyruszył z Lizbony, aby tym razem przepłynąć Atlantyk w jego najszerszej części. 19 kwietnia 2014 r. postawił nogę na lądzie w New Smyrna Beach na Florydzie.
Na oceanie spędził 167 dni, pokonał trasę długości 12 427 km w dwóch etapach – niekorzystny wiatr na zachodnim Atlantyku wymusił zawinięcie na Bermudy.
3 września 2017 r. w Le Conquet we Francji zakończył trzecią podróż przez Atlantyk, którą rozpoczął 16 maja w Nowym Jorku, płynąc tym razem w drugą stronę – z Ameryki do Europy.
Komentarze
Uwaga! Dyskusja jest moderowana raz dziennie (zwykle rano) - komentarze nie pojawiają się od razu w momencie publikacji. Komentarze nie związane z tematem posta, obraźliwe, wulgarne nie są publikowane. Jeśli nie widzisz swojego komentarza sprawdź MOJE ZASADY i REGULAMIN