KRZYSZTOF TURZAŃSKI
SŁAWA UMIŃSKA-KAJDAN

Krzysztof Turzański Sława Umińska-Duraj

2021-12-25

Moja opowieść wigilijna

Już od rana niecierpliwie czekałem na sygnał do wyjazdu. Zawsze jechaliśmy do dziadków wcześniej niż reszta rodziny, żeby uczestniczyć w przygotowaniach. Minęło sporo lat, a ja wciąż pamiętam to mieszkanie jakbym był tam wczoraj. Dwa pokoje, duży stół z krzesłami, choinka stojąca na stołku a babcia przygotowująca wszystko na piecu węglowym. Nic nie smakowało tak dobrze jak uszka podkradane ukradkiem z rondelka. Babcia życzliwie udawała, że tego nie widzi.

Zjeżdżali się goście. Tato mial dwójkę rodzeństwa. Brat z dwoma córkami i siostra z synem. Wesoła gromadka. Czasami jeszcze była obecna ciocia Jania, która robiła najlepszy keks na świecie. Babcia gotowała genialnie, ale to ciocia Jania była mistrzynią. Rodzina pochodziła z Lwowa, więc królowała u nas wschodnia kuchnia.

Barszcz z uszkami, pierogi ruskie, pierogi z kapustą i grzybami – tutaj moja mama nie ma sobie równych. Tradycyjnie karp, susz i kutia – coś jak makówki tylko inaczej 😉

To była niezwykła kolacja. Dziadek siedział u szczytu stołu, dorośli się przekomarzali i kłócili zawzięcie – zwykle o samochody i politykę. Słuchaliśmy tego zafascynowani czekając jednocześnie na sygnał, że będzie można odpakować prezenty. Zwykle działo się to wtedy, gdy dziadek wyciągał na stół własną nalewkę z czarnej porzeczki.

Pamiętam jak oszalałem z radości kiedy dostałem auto zdalnie sterowane. Żółte, sportowe i błyszczące. Nie, to nie było sterowanie radiowe, samochód ciągnął za sobą długi kabel prowadzący do pilota. Cały wieczór jeździliśmy na zmianę, a przed snem jeszcze wypolerowałem swoją furę.

Późnym wieczorem leżałem już w domu na kanapie, wpatrując się w choinkę. Magiczny, rodzinny wieczór. Jeszcze przed snem zjadłem kilka pierniczków… doskonała rzecz – tutaj znów mistrzostwo osiągnęła moja mama. Produkowała pierniki w dwóch wersjach – z lukrem białym (cytrynowym) i brązowym (czekoladowym). Z biegiem czasu zrezygnowaliśmy z ciemnych na rzecz jasnych – doskonałych.

Piękne, cudowne i niezapomniane lata mijały.

Pierwszy odszedł dziadek. Później ojciec. Walczyłem jeszcze o zachowanie tego klimatu. Potem zmarła babcia. Nieubłagany czas zrobił swoje. Zacisnąłem zęby i starałem się stworzyć tą samą scenerię dla własnych dzieci. Bez powodzenia. Wszystko jest jakieś płytsze, mniej szczere, mniej wyjątkowe. Przy wigilijnym stole jakoś tak pusto. Dzieciaki przyzwyczajone do dobrobytu nie czekają z niecierpliwością ani na świąteczne potrawy, ani na prezenty. Nawet pierniki już nie takie jak kiedyś.

Czasami łapię się na tym, że mam łzy w oczach. Boże Narodzenie to radosne święto, ale mi najbrutalniej uświadamia co już przeminęło i kogo tak bardzo mi brakuje. Raduję się, ale przez łzy, co roku przegrywając walkę o powrót do tych wspaniałych, beztroskich czasów dzieciństwa i atmosfery, którą zapamiętałem z tamtych lat.

Wesołych Świąt.

← Powrót

Komentarze



Uwaga! Dyskusja jest moderowana raz dziennie (zwykle rano) - komentarze nie pojawiają się od razu w momencie publikacji. Komentarze nie związane z tematem posta, obraźliwe, wulgarne nie są publikowane. Jeśli nie widzisz swojego komentarza sprawdź MOJE ZASADY i REGULAMIN

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
turysta
turysta
4 lat temu

Może brakuje właśnie Bożego Narodzenia
w tych wszystkich potrawach, prezentach
i innych dekoracjach?
Dobrego Roku!