KRZYSZTOF TURZAŃSKI
SŁAWA UMIŃSKA-KAJDAN

Krzysztof Turzański Sława Umińska-Duraj

2026-07-19

Nasz Lolo – wspomnienie śp. Henryka Widery.

Czasami, zwłaszcza jako dzieci, nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele znaczą ludzie, którzy nas otaczają. Dopiero po latach odkrywamy, jak ogromny wkład wnieśli w nasze życie. A kiedy ich zabraknie, w sercu zostaje wyrwa, której nie da się niczym zapełnić.

Taką właśnie osobą był nasz Lolo. Piszę „nasz”, bo zostawił trwały ślad w życiu i sercach setek takich dzieciaków jak ja.

“Rozkazem Specjalnym Drużynowej – nr. S1/2026 w 50 HDW została ogłoszona żałoba. Nakazuje się przepasać kirem proporce jednostek i Drużyny. Nakazuje się nałożyć czarne opaski na Krzyże Harcerskie” 

Henryk Widera. Lolo.

Współzałożyciel 50 Harcerskiej Drużyny Wodnej DRAKKAR im. gen. Stanisława Sosabowskiego w Chorzowie, dwukrotny drużynowy, wychowawca wielu pokoleń harcerzy i instruktorów. Człowiek, który harcerstwo po prostu miał w sercu.

Był z nami wszędzie. Na bazie, na wyjazdach, spływach i obozach. Jego obecność była czymś absolutnie naturalnym. I koniecznym.

Na obozach budziła nas jego nieśmiertelna trąbka i gromki okrzyk: „Pobudka na obozie!”. Ileż razy słyszałem: „Turzański, a zaś ty?”, „Zgiń, przepadnij, zmoro nieczysta”… i wiele innych tekstów, które do dziś brzmią mi w uszach.

Dla niego nie było problemów. Były tylko sprawy do załatwienia.

„Masz głowę, dwie ręce i nogi – kombinuj.”

Nigdy nie oceniał. Zawsze wspierał, podpowiadał, motywował i wierzył w ludzi. Często bardziej, niż oni sami wierzyli w siebie.

Henio był przy mnie wtedy, gdy mój nastoletni świat zawalił się w jednej chwili. Jeszcze zanim do mnie dotarło, co się stało, on już wziął mnie pod ramię i zabrał na spacer.

Ta rozmowa uratowała mi życie.

Dobrze, że wtedy był we właściwym miejscu i we właściwym czasie. Jak zawsze – spokojnie, bez patosu, po prostu zrobił i powiedział dokładnie to, co trzeba było.

Wiecie, nigdy nie myślałem o nim jak o ojcu. Dopiero po latach zrozumiałem, że w tamtym najważniejszym momencie naprawdę mnie wychowywał.

I to nie jest ckliwa historia wymyślona na potrzeby tego tekstu. Wystarczy przeczytać wspomnienia innych. Bo przecież takich harcerskich dzieci Lolo miał całe pokolenia.

I wiecie co? Henio nie był ideałem. Nie był aniołem. Jak każdy człowiek miał swoje słabości i swoje problemy.

Ale dla nas był dokładnie taki, jaki powinien być.

Jego pożegnanie było dla mnie czymś więcej niż pożegnaniem jednego człowieka. To było pożegnanie całej drużyny. Jak dzień, w którym coś bezpowrotnie się skończyło. Jakby nagle zapadł się cały świat.

Mam nadzieję, że Lolo wiedział, jak wiele dla nas znaczył. Jak bardzo go kochaliśmy. Jak ogromny wpływ miał na nasze życie i na to, jakimi staliśmy się ludźmi. Jak bardzo go szanowaliśmy. Jak był ważny. Dla nas wszystkich. Dla mnie osobiście.

Jako formacja pożegnaliśmy druha Henryka Widerę najlepiej, jak tylko potrafiliśmy. W pełnym umundurowaniu. Świstem trapowym – honorami należnymi dowódcy schodzącemu z pokładu. Ze śpiewem na ustach i harcerskim kręgiem.

Ledwo to wszystko widziałem przez łzy. Nie wszystkie słowa żeglarskich pieśni przeszły mi przez gardło.

„Gotowe łodzie – już wszystko jest klar,
i harpuny w stojakach pokrył śnieg…”

Dziękuję Ci, Heniu.

Za wszystko.

Za to, kim dzięki Tobie jestem. Za wspaniałe, niepowtarzalne dzieciństwo. Za otwarcie mnie na świat. Za przekonanie, że nie ma rzeczy niemożliwych.

I przepraszam.

Za wszystkie kłopoty, które Ci sprawiałem. Za stres i problemy.

I za to, że choć Ty pomogłeś tak wielu z nas, my nie potrafiliśmy pomóc Tobie.

Do zobaczenia Druhu. Czuwaj – Ahoj!

.

.

Przeczytajcie, jak wspominają go inni… Niczym się to nie różni od moich wrażeń, uczuć i wspomnień. To naprawdę był taki człowiek. Niski, ale wielki. Prosty, ale mądry. Zwykły druh, ale ojciec.

“Gdyby przyszło mi odpowiedzieć kiedy poznałem dh Henryka, chyba nie umiałbym odpowiedzieć nawet jaki byl to rok. Miałem wtedy gdzieś 12-13 lat. Był to jakiś z obozów dla cywilów, nie wspomnę już gdzie. W tamtym czasie charyzma i łatwość rozwiązywania problemów przez dh Lolo wzbudzała we mnie może wręcz przerażenie, ale przede wszystkim podziw i szacunek. W latach późniejszych nierzadko dostaliśmy czułym slówkiem po uszach za mniejsze i większe grzeszki, często jednak w uslyszeliśmy dobre słowo za zrobioną robotę.
Drogi moje i Drużyny rozeszły się lata temu, co dało też ogląd na inne rzeczy i ludzi. I dzisiaj wyciągam z tej lekcji jeden wniosek.
Przez niemal 25 lat od poznania dh Henryka nie poznałem nikogo, kto chociaż w części tak bardzo wierzyłby w drugiego człowieka. Nie poznalem też nikogo, kto bylby tak ogromnym wsparciem, jakim dla najsłabszych i często „nieogarniętych” był On”

“Dla mnie zawsze będzie w pamięci Człowiekiem, który wierzył w ludzi – bez niego nie byłabym tym kim jestem. Wierzył we mnie bardziej niż często ja sama wierzyłam w siebie. Bez zbędnych rozważań, „po prostu działaj, a jak będziesz potrzebowała pomocy to wal jak w dym”. I działałam.”

“Nasz Lolo byl zawsze 🙂 dla nas. Ludzie przewijali się przez drużynę, a on trwał wciąż na posterunku. Scalał młodych i starszych, nowych i stare wygi. Nigdy w niczym nie widział problemu. A skoro on go nie widział to my mogliśmy działać. Nie jeden raz dokonaliśmy jako drużyna rzeczy wręcz niemożliwych. Postawiliśmy stopę na odległych lądach, żeglowaliśmy po morzach, rzekach i jeziorach. I zawsze gdy to się działo, w tle stał Heniu gotowy by pomóc. Z takim wsparciem mogliśmy dosłownie wszystko!”

“Heniek był częścią naszego dzieciństwa i dorastania, dzięki niemu wchodziliśmy w dorosłość. Nigdy nie bał się komuś zaufać, powierzyć odpowiedzialności, dzięki Niemu i jego systemowi pracy zdobywaliśmy cenne umiejętności, staliśmy się zaradni życiowo. Potrafiliśmy podążać własnymi ścieżkami, a Heniu nigdy nikomu nie podcinał skrzydeł, wręcz przeciwnie każdemu dawał szanse być różnym, innym…
Dzięki Mu za to wszystko po latach…”

“116 Ryczące 40stki by nie powstała gdyby nie wyjazd z 50 HDW 1994 roku na letni obóz… Heniu dziękuję za to że znalazłeś się na mojej życiowej drodze.”

“Po prostu człowiek Legenda. Był nią już za życia. A teraz chyba każdy zdał sobie sprawę jak wiele otrzymał w z pozoru prosty sposób. Chyba nie ma miejsca na mapie Polski gdzie ktoś nie kojarzy Henia.”

“Nigdy nie oceniał zawsze wspierał !!! Dla niego każdy był ważny i czuł się przy nim ważny. Miał krystalicznie czyste serce kochal swoje wodne dzieci i przejmował się nimi…..”

“Podejście Henia do każdego z rękami w kieszeniach czy snującego się bezcelowo po polu namiotowym: “Andrzeeej chodź no tu na chwilę… ” to też nas kształtowało . Wierzył w ludzi , wierzył w wartość  pracy, działał dla wspólnoty, wiedział że trzeba działać tak jak się potrafi. I tak HP czyli Heniowy Patent wszedł do języka wielu z nas, było to uosobieniem zaradności i skuteczności mimo że rozwiązania często były tak dalekie od ideału.

“Słynne „Gabrielu!!!!„ z kei jak nie wiało i rozmowy z „góra” jak ktoś coś odwalił”

“Gaszu, ty musisz mieć jakiś stopień Harcerski, ale ja nie chcę, musisz mieć i koniec gadania…”

“Heniek – spływy Dunajcem, – coroczne zakłady kiedy „Lolo” zrobi u-boota ze swojego Neptuna, spływ Wełtawą ze 116 załogą Ryczące 40stki i spływ Morawicą. Cytat „ w tym szaleństwie jest metoda. Nie wiem co ty robisz i jak ale dzieci za tobą idą a o to w tym wszystkim chodzi”. Mój najmłodszy syn nazywa się Henryk. Dlatego.

“A widzisz tu gdzieś niedźwiedzie polarne?” – bo dla niego nigdy nie było za zimno

“Brak wiary” – jak tobie coś nie działało a on przyszedł, dotknął i działało 

“Nie żebym wyganiał ale wypad” 

“Bo ja mam winę wypisaną na twarzy” głosem Kłapouchego 

Określenie “kotwica” na pewien typ partnera/partnerki

 No i pół człowiek pół absurd xD

Jako jedyny woził drzewo na obozy w lesie 😂

Albo kłócił się ze mną bo chciał wziąć beton z mazur na Śląsk 😂

“I rzekł Pan, będę  Cię doświadczał i zsyłam Ci….. (tu wpisać imię osoby, która akurat coś zepsuła)….”

Pokazał, że wiele można, kiedy wydaje się, że już nie można.

 Byyyyyytlyja! krzyczane z drugiego końca stanicy działało lepiej niż budzik.

A pamietacie jak Heniu pral spiwory druzyny w hucie i dziennie przenosil je przez brame huty…Mi się wydaje że dzień w którym Heniu wychodził z huty z pustymi rękami wzbudzał dopiero zdziwienie a możne nawet niepokój xD

“melduj koniowi”

Własnym dzieciakom powtarzam hasło pamiętane jeszcze z pierwszego bozu w Poraju ” porządku się nie robi, tylko utrzymuje!” 

Dla niego nie było problemów, tylko sprawy do załatwienia/ zrobienia/wykombinowania

Stwarzał bezpieczną przestrzeń do popełniania błędowi i ich naprawiania.  Mam nadzieję, że wiedział jak ważny i wartościowy był dla nas wszystkich i każdego z osobna …

„ zaś Ty? O zmoro  nieczysta, strać mi się”

Heniu zawsze był dla nas, a jak ktoś chodził bez celu szybko znalazł mu coś do roboty… potrafił zrobić cos z niczego 😉 i na obozach zbierał dużo rzeczy bo “się przyda”

Pamiętam jak na obozie w Przerwankach powiedział mi nie mamy kierowcy, jeździsz mercedes… pierwszy wyjazd z przyczepa był wyzwaniem , a później przyzwyczaiłam się… w sumie dzięki temu nie robi mi różnicy do jakiego auta wsiądę, pojadę każdym…

A kiedy odbierał telefon to mówił  „tak, jestem”. I myślę ,że to jego „tak, jestem” zostanie z nami na długo.

“nie ma, że ciężko, wojna jest” do dzisiaj powtarzam to moim dzieciom

Chciałbym mieć choć cząstkę takiej wiary w drugiego człowieka.  Czuwaj! 🫡

Ja jeszcze pamiętam jak opowiadaliśmy że jedziemy z załogą, dajmy na to, na rejs po Bałtyku to zawsze odpowiedź była: „ jo wim kaj to jest, to jest za Lipinami”

Koszulki Drużyny na Mazurach też tak działały – zaraz się pojawiał ktoś, kto na widok loga 50tki mówił “znam dh Henia!”

Dużo wspomnień, często jak szukaliśmy młotka na stanicy (zawsze był w tym samym miejscu) to mówił “Dziecko Hiroszima, Nagasaki, zawsze jest w tym samym miejscu”  No i zawsze miał rację

Trudny, ale wyjątkowy dzień z potężną dawką wzruszeń. Rodzina, Harcerze, znajomi, mundury, szanty, gitara, krąg – chyba tak właśnie chciał,  abyśmy go pożegnali. Bo „jak nie my, to fto?”
Myślę,że z nami był. Gdy urna była już na dole to zerwał się wiatr i zaczęło kropić.
Oby było mu dobrze w „cichym porcie”.

.

.

Podczas pożegnania ksiądz powiedział coś pięknego. Nie powiem “Spoczywa w pokoju”, powiem “Żyj w spokoju”, bo przecież on tam jest, żyje i czeka na spotkanie z nami.

Tego będziemy się trzymać. Ten nadziei. Do zobaczenia Heniu!

← Powrót

Proponowane posty

09-11-2025

Ogień, który nie gaśnie... harcerska his...

Harcerstwo. To najlepsze, co mnie w życiu spotka...

Czytaj więcej

19-02-2017

Nowe czółna dla harcerzy z 50 HDW

Czółna, na których pływałem jako dziecko… dotrwały w 5...

Czytaj więcej

Komentarze



Uwaga! Dyskusja jest moderowana raz dziennie (zwykle rano) - komentarze nie pojawiają się od razu w momencie publikacji. Komentarze nie związane z tematem posta, obraźliwe, wulgarne nie są publikowane. Jeśli nie widzisz swojego komentarza sprawdź MOJE ZASADY i REGULAMIN

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments