2026-08-19
Szpitale na krawędzi
Szpital Miejski w Rudzie Śląskiej nie wypłacił pracownikom pełnych wynagrodzeń. Szpital Specjalistyczny nr 1 w Bytomiu wstrzymał przyjęcia na Oddział Chorób Wewnętrznych. W Szpitalu Powiatowym w Wodzisławiu Śląskim zawieszono świadczenia w części położniczej Oddziału Ginekologiczno-Położniczego oraz w Oddziale Neonatologicznym.
To nie są pojedyncze przypadki. To kolejne sygnały, że sytuacja polskich szpitali staje się coraz trudniejsza.
Jeszcze bardziej dramatyczny przykład mamy w Miastku. Szpital Miejski zgłosił zamiar przeprowadzenia zwolnień grupowych, poinformował Narodowy Fundusz Zdrowia o zakończeniu działalności, a pracę ma stracić około 180 osób. Spółka zmierza do ogłoszenia upadłości.
A takich przypadków może być znacznie więcej.
Według informacji przekazanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia aż 36 szpitali złożyło wnioski dotyczące likwidacji albo przeprofilowania oddziałów całodobowych. 16 z tych wniosków zostało już zaopiniowanych pozytywnie.
I trudno nie zadać pytania: dokąd właściwie zmierzamy?
Na naszych oczach coraz bardziej rozszczelnia się system ochrony zdrowia. Kolejne szpitale ograniczają działalność, zawieszają oddziały, mają problemy z płynnością finansową albo zaczynają zwalniać pracowników.
A przecież mówimy o miejscach, które nie mogą po prostu zamknąć drzwi i powiedzieć: „nie opłaca się”.
Za każdym takim ograniczeniem stoją konkretni ludzie. Lekarze, pielęgniarki, ratownicy, położne, pracownicy administracji. Ale przede wszystkim pacjenci, którzy potrzebują dostępu do leczenia tu i teraz.
W Piekarach Śląskich również od miesięcy mamy do czynienia z bardzo niepokojącą sytuacją. Szpital Miejski wciąż nie otrzymał kontraktu z NFZ na działalność oddziału pulmonologicznego, mimo że oddział został przygotowany i sfinansowany przy udziale środków zewnętrznych. Jednocześnie ograniczono możliwości działania i rozliczania części procedur realizowanych w ramach Oddziału Chorób Wewnętrznych.
Czyli zamiast stabilizacji mamy kolejne ograniczenia.
I właśnie tego najbardziej brakuje dzisiaj w polskiej ochronie zdrowia – poczucia, że ktoś ma plan.
Miała być reforma. Miały być rozwiązania systemowe. Miało być uporządkowanie finansowania oraz sieci szpitali. Tymczasem dyrektorzy i prezesi placówek próbują z miesiąca na miesiąc znaleźć pieniądze na wynagrodzenia, samorządy szukają sposobów na ratowanie swoich szpitali i dorzucają kolejne pieniądze, a NFZ bezradnie rozkłada ręce, bo sam mierzy się z ogromną dziurą finansową. Idącą w miliardy złotych.
I wciąż nie wiemy, co będzie dalej.
Mam coraz większe wrażenie, że zarówno minister zdrowia, jak i kierownictwo NFZ nie mają dzisiaj odpowiedzi na najważniejsze pytanie: jak ma wyglądać polska ochrona zdrowia za rok, dwa czy pięć lat? Tutaj nie ma odpowiedzi nawet na pytanie jak to wszystko ma wyglądać za pół roku, czy za miesiąc…
A za ten brak odpowiedzi i odpowiedzialności płacą samorządy. Płacą szpitale. Płacą pracownicy.
I w końcu zapłacą pacjenci.
Bo jeżeli będziemy dalej oszczędzać na oddziałach, ograniczać świadczenia i zamykać kolejne miejsca udzielania pomocy, to pewnego dnia może się okazać, że szpital formalnie jeszcze istnieje, ale pacjentowi coraz trudniej będzie znaleźć miejsce, w którym rzeczywiście otrzyma pomoc.
Dokąd zmierzamy?
To nie jest już pytanie tylko o pieniądze.
To jest pytanie o to, czy ktoś w ogóle ma pomysł na przyszłość polskiej ochrony zdrowia.
Szpitale mają ratować pacjentów. Kto uratuje szpitale?
Komentarze
Uwaga! Dyskusja jest moderowana raz dziennie (zwykle rano) - komentarze nie pojawiają się od razu w momencie publikacji. Komentarze nie związane z tematem posta, obraźliwe, wulgarne nie są publikowane. Jeśli nie widzisz swojego komentarza sprawdź MOJE ZASADY i REGULAMIN
Może trzeba wziąć się za godne płace