KRZYSZTOF TURZAŃSKI
SŁAWA UMIŃSKA-KAJDAN

Krzysztof Turzański Sława Umińska-Duraj

2012-11-10

Prawdziwy sołtys

Stanisława uważam za wzorowego. Tak, nie przewidzieliście się Państwo. Uważam go za wzorowego… sołtysa. Skąd takie spostrzeżenie? Bynajmniej nie z obserwacji samej fizjonomii, choć ta w tym przypadku nie kłamie. Przysadzista figura, wydatny brzuszek, obfite wąsisko, pękaty nos, małe wilcze oczka. Sołtys jak malowany! Od aparycji ważniejszy jest jednak charakter. A tutaj mamy klasyczny przykład sołtysa mentalnego, który w dodatku swe górnolotne myśli na czyny przekłada.Jak powszechnie wiadomo dobry sołtys jest przede wszystkim dobrym gospodarzem. Potrafi zatroszczyć się o swoje. Tak też i sołtys Stasiek troszczy się o najbliższych jego sercu mieszkańców sołectwa. Każdy z nich ma zagwarantowaną dobrą pracę i nikt bynajmniej głodny spać nie chodzi. A gdy któremu z tych najmniejszych się noga powinie, dobrotliwy Stanisław spracowaną dłoń zawsze poda. Ta sama ręka potrafi jednak srogo skarcić krnąbrnego chłopa, który wielkiej roztropności w sołtysowych zamysłach dostrzec nie potrafi, takoż niejeden już niewdzięcznik z ziemi wyzuty został.
Jak każdy dobry sołtys nasz Stasiek na wszystkim zna się. W szczególności zna się zaś na uprawianiu swego poletka. Bogiem a prawdą,  zna się tylko na tym. Pilnuje więc, by jakie szkodniki na pole nie wlazły, nosa nie pchały tam, gdzie nie trza, co by frukta obficie ziemia rodziła. Do pomocy przy zbiorach bierze zaś jedynie zaufanych ziomków, którzy sołtysowy trud docenić potrafią. Jednocześnie nie bardzo mu przeszkadza, że ziemia naokoło odłogiem leży, a plebs głodem przymiera. Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba. Dodać należy, że sołtys bardzo religijny jest. Co niedziela w kościele go spotkać można, w postawie nabożnej, z sołtysową. Datków na cele pobożne nie szczędzi, to i estymą wielką u księdza dobrodzieja się cieszy. Jak i u Ponbócka – tak by się przynajmniej zdać mogło.
Sielanka jak się patrzy! Jedyne co spokój sołtysa burzy, to gospodarze sołectw sąsiednich, którzy coraz śmielej sobie poczynają. Najwstrętniejszy z nich, zarządca folwarku Cidry, bimbrownik wszeteczny, szczególnie Staśka uwiera. Poletko jego choć niewielkie przy sołtysowym, bogato ostatnio obradza. Pewno wszystko zasługa tego nawozu przeklętego, co go niedawno z Zachodu nawieźli – Pijar się zwie czy jakoś tak. Mieszkańcy sołectwa bronią jednak swojego sołtysa, bo może i nie najlepszy, ale swój. Poza tym zawsze na gorszego może trafić, co to by zbyt gwałtowanie za reformowanie starej gospodarki chciał się zabrać.
Takoż mijają w spokoju i błogości dni, tygodnie, lata, a wszystko zostaje po staremu. Tylko sołtys Stasiek ostatnio jakoś niespokojnie sypia. Śni mu się koszmar okropny, jak to Kazika Skibę, ostatniego polskiego sołtysa wsi Katowice, zbuntowane chłopy na taczkach wywożą, a w miejsce zielonych pól kapusty wyrastają mury fabryk i kominów. Wtenczas budzi się Stasiek potem zlany i myśli sobie: „Może rzucić to wszystko w cholerę i wrócić do swego dawnego przysiółka, gdzie kapusty nigdy nie braknie?”. Jak zawsze, nie śmiem się z sołtysem nie zgodzić.

Tomasz Flodrowski

← Powrót

Komentarze



Uwaga! Dyskusja jest moderowana raz dziennie (zwykle rano) - komentarze nie pojawiają się od razu w momencie publikacji. Komentarze nie związane z tematem posta, obraźliwe, wulgarne nie są publikowane. Jeśli nie widzisz swojego komentarza sprawdź MOJE ZASADY i REGULAMIN

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments