KRZYSZTOF TURZAŃSKI
SŁAWA UMIŃSKA-KAJDAN

Krzysztof Turzański Sława Umińska-Duraj

2017-04-26

Rozmów z inwestorami ciąg dalszy

W lutym spotkaliśmy się po raz pierwszy, dziś kontynuowaliśmy rozmowy już na znacznie bardziej roboczo. Zagraniczni inwestorzy zainteresowani są terenami Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej w naszym mieście. Chodzi o tereny między DW 911, a ul. Pod Lipami. Na spotkanie poza prezesem spółki europejskiej, przyleciał prezes firmy ze Stanów Zjednoczonych.

Pierwszym punktem wizyty było spotkanie w Katowicach w siedzibie Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Uczestniczyli w nim Piotr Wojaczek – Prezes Zarządu KSSE, Michał Gramatyka – Wicemarszałek Województwa Śląskiego, Sława Umińska-Duraj – prezydent Piekar Śląskich, Urszula Majorkiewicz – Dyrektor Polskiej  Izby Handlowo-Przemysłowej we Francji oraz oczywiście inwestorzy.

Po tej nieco kurtuazyjnej części spotkania przenieśliśmy się do Urzędu Miasta w Piekarach Śląskich, żeby rozstrzygnąć kwestie techniczne: przyłączy elektrycznych, gazowych, wodno-kanalizacyjnych i zgodności projektowanej inwestycji z planem zagospodarowania przestrzennego. Kluczową sprawą była też kwestia rynku pracy i możliwości zatrudnienia około stu pracownikow.

Żeby omówić wszystkie zagadnienia, w spotkaniu uczestniczyli: Janusz Dulik – Prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji , Grzegorz Kotyczka – Wydział Przyłączeń Tauron Dystrybucja S.A., Rafał Śmistek – Zespół ds. Przyłączeń Polska Spółka Gazownictwa sp. z o.o., Krystyna Wyciślok – Dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy, Joanna Bańkowska – naczelnik Wydziału Gospodarki Przestrzennej oraz Adam Maruszczyk – Naczelnik Wydziału Inwestycji.

Po przedyskutowaniu wszystkich tematów przenieśliśmy się w teren, żeby raz jeszcze zobaczyć działki i omówić kwestie praktyczne – dostępności, zjazdów i przebiegu sieci.

Dzisiejsze spotkania trwały prawie sześć godzin, ale inwestorzy wyjechali z Piekar Śląskich zadowoleni. Wrażenie zrobiło przede wszystkim przygotowanie, konkretne odpowiedzi i obecność przedstawicieli Tauronu i Polskiej Spółki Gazownictwa. W kolejnych tygodniach spodziewamy się kolejnej wizyty roboczej inwestora – tym razem osób niższego szczebla – odpowiedzialnych za realizowanie tej inwestycji, gdyż jest wciąż wiele szczegółów do ustalenia.

Czy to powód do optymizmu? I tak, i nie. Cieszy pozytywna opinia dotycząca naszego sposobu obsługi inwestora, ale też wciąż mamy silną konkurencję. Wcale nie jest powiedziane, że inwestycja będzie realizowana w Polsce. W grę wchodzą także inne kraje, w których negocjują inwestorzy. Na ostateczną decyzję wpływać będą zapewne różne czynniki, a przede wszystkim analizy finansowe.

Trzymajcie kciuki!

 

Relacja z pierwszego spotkania

← Powrót

Komentarze



Uwaga! Dyskusja jest moderowana raz dziennie (zwykle rano) - komentarze nie pojawiają się od razu w momencie publikacji. Komentarze nie związane z tematem posta, obraźliwe, wulgarne nie są publikowane. Jeśli nie widzisz swojego komentarza sprawdź MOJE ZASADY i REGULAMIN

0 0 votes
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
5 komentarzy
Newest
Oldest Most Voted
Inline Feedbacks
View all comments
Bolek
Bolek
8 lat temu

Szanowni Państwo jak już kiedyś pisałem w tym temacie – nic dobrego tacy inwestorzy nie wnoszą. Proszę popytać w Sosnowcu. Tam jest parę “wielkich fabryk” w których ludzie są zatrudniani tylko i wyłącznie przez agencje pracy tymczasowej. Umowa max dwu tygodniowa i tak ciągną w tym bagnie miesiącami. Po takiej umowie nawet zasiłek z urzędu pracy się nie należy. Starania władz samorządowych i państwowych powinny iść w kierunku pomocy dla rodzimego biznesu. Przykład firma Watt kiedyś produkowała solary najpierw w Piekarach później właśnie w Sosnowcu. Pracownicy zawsze mieli normalne umowy o pracę, Komorowski odwiedził zakład w 2013 roku i niestety skończyło się na poklepywaniu po plecach zamiast skutecznego wsparcia, choćby przyblokowania importu tandety solarnej z Chin.Dziś już firmy nie ma. Władzom miasta zależy na inwestorach bo ewentualna budowa fabryki otworzy drogę do drugiej kadencji. Wierzcie mi, że tym wszystkim urzędasom najmniej zależy na zwykłym człowieku. Który z nich sprawdzi potem w jakich warunkach ludzie pracują, ile zarabiają , jakie mają umowy itd. Czy jakiś urzędnik z piekarskiego magistratu sprawdził ile aktualnie pracuje rdzennych piekarzan na istniejącej już strefie od kilkunastu lat? Proszę sprawdzić choćby na parkingu firmy Joan Electronic – 2 rejestracje samochodów SPI na kilkanaście STA.

mieszkaniec
mieszkaniec
8 lat temu

Trochę przeczytałem teraz wpis od jednego z mieszkańców jak to opisuje jak wyglądało do kiedyś;
Henckel von Donnersmarck na Górnym Śląsku po raz pierwszy pojawili się w drugiej poł. XIV w. – jako Henckel de Quintoforo (Donnersmarck – niem.). Tytuł szlachecki posiadali od 1417 r. od soboru w Konstancji, gdzie uzyskali go od cesarza Zygmunta Luksemburskiego.
Pierwszym członkiem rodu, który pojawił się na Śląsku, był Jan II. W 1530 r. znalazł się we Wrocławiu, by rok później objąć tam stanowisko kanonika. Był wybitnym humanistą, znanym z korespondencji z Marcinem Lutrem, Erazmem z Rotterdamu i Filipem Melanchtonem. Zmarł w 1539 r. i został pochowany we wrocławskiej katedrze. Natomiast Łazarz I Starszy (1551-1624) pożyczył sporą kwotę pieniędzy cesarzowi Rudolfowi II Habsburgowi, zadłużonemu skutkiem działań w czasie wojny 30-letniej.
W zastaw zażądał Bytomia, Tarnowskich Gór i Bogumina. Cesarz się zgodził. Miało to miejsce w 1623 r., choć tak naprawdę nastąpiło dopiero w 1629. W ten sposób Donnersmarckowie znaleźli się na Górnym Śląsku. Łazarz I zamieszkał w Świerklańcu (niem. Neudeck O.S.), w starym, XIV-wiecznym piastowskim zamku (niem. Alte Schloss)[2]. Pamiętam z dzieciństwa, że głównej bramy do nieistniejącego już zamku broniły posągi wielkich lwów, po których dzisiaj nie ma już śladu. Zachowały się jedynie na archiwalnych fotografiach. Swoją drogą ciekawe, gdzie są…
W 1632 r. Łazarz II Młodszy (1573-1664) został dziedzicznym panem Bytomia. Taki stan rzeczy trwał aż do 1849 r. Donnersmarckowie byli również właścicielami sporych obszarów dzisiejszych Piekar Śląskich, Tarnowskich Gór i Siemianowic Śląskich. Prawdziwi ziemscy potentaci. W 1636 r. ród uzyskał dziedziczny tytuł baronów cesarstwa, w 1651 r. sukcesyjnych hrabiów cesarstwa, a w 1661 – hrabiów czeskich. Po śmierci Jerzego Fryderyka (1611-1671), pana Tarnowskich Gór i Świerklańca, ród podzielił się na dwie linie: bytomsko-siemianowicką (katolicką) i świerklaniecko-tarnogórską (ewangelicką). Taki podział istnieje do dzisiaj. W 1683 r. Leon Ferdynand (1640-1698) z linii bytomsko-siemianowickiej, postać dość kontrowersyjna w 1697 r. jego posiadłości zostały wyniesione do godności Wolnego Państwa Stanowego w ten sposób stał się równy książętom. Sytuacja uległa zmianie, gdy w 1742 r. Górny Śląsk znalazł się pod panowaniem Hohenzollernów. Popierający katolickich Habsburgów Karol Józef Ederman (1688-1760) musiał uciekać. Dopiero jego syn Ludwik odzyskał rodowe dobra. Z kolei rezydujący w Siemianowicach Śląskich Łazarz III (1729-1805) rozpoczął nowy okres w historii rodu, charakteryzujący się inwestowaniem w rozwijający się górnośląski przemysł. Największymi przedstawicielami rodu byli Hugon I (1811-1890) z Siemianowic i Guido I (1830-1916) ze Świerklańca. Obydwaj rozwijali górnośląski przemysł, przy okazji pomnażając znacznie swoje bogactwa. Nie zapominali jednak o tych, dzięki którym zarabiali pieniądze – o robotnikach. Hugon I w kolonii Wanda (Siemianowice Śląskie) oferował im trzyizbowe mieszkanie, podczas gdy inni przedsiębiorcy tylko jedno- lub dwuizbowe. W 1884 r. Guido I ze Świerklańca stał się najbogatszym magnatem na Górnym Śląsku. Przed wybuchem I wojny światowej jego majątek oszacowano na ćwierć miliarda marek. W 1901 r. został wyniesiony do godności pruskiego, dziedzicznego księcia. Wyżej stali nad nim już tylko władcy Prus.

mieszkaniec
mieszkaniec
8 lat temu

Ciekawe, że teraz w demokracji trzeba z Ameryki inwestorów sprowadzać, taki z Polski zrobili ułomny kraj teraz w demokracji, nawet dzieci muszą do zoo jechać zobaczyć jak wygląda żywa kura, nic już nie potrafią sami zrobić. Czemu przed 89 rokiem Polacy otwierali przedsiębiorstwa zatrudniające po 5 tyś ludzi, co się z nimi stało teraz, czemu nie dają swoim i sami nie tworzą miejsc pracy, tylko sprowadzają z zagranicy stali się tacy ułomni. Gdyby nie było II wojny światowej, to pan Turzański dzisiaj nie wszedł by nawet już do parku w Świerklańcu i innych publicznych miejsc które przed wojną po prywatyzacji niestety stawały się i należały i przechodziły wtedy wszystko w prywatne ręce prywatnych zagranicznych inwestorów.

mieszkaniec
mieszkaniec
8 lat temu
Reply to  mieszkaniec

Chciałem tu dodać do tego tematu powyżej bo trochę głupio go opisałem, bo wiadomo, że każde nowe miejsce pracy jest potrzebne w mieście, tylko kiedyś właśnie w takim kierowano się również kierunku, gdzie poprzez prywatyzację i oddawanie miast i kraju w zagraniczne obce ręce prowadziło to do dużego jednak podziału i ubóstwa społeczeństwa, a dzisiaj zmierza się w podobnym kierunku. Prywatyzacja daje trochę miejsc pracy, ale niszczy rodzinne pokoleniowe biznesy np; parę zagranicznych dyskontów w mieście daje trochę miejsc pracy, ale rodzime pokoleniowe biznesy niestety prowadzi do upadku. Prywatyzacja rodzi konkurencję i nawet szpitale nie mają już pieniędzy i inne sektory państwowe, pielęgniarki harują za grosze, pracownicy ochrony i w innych sektorach w prywatnych firmach wykorzystuje się ludzi i tworzy państwu konkurencję , bo po to właśnie przenosi się te wszystkie biznesy do Polski, aby było jak najtaniej, tanim kosztem zwykłego człowieka. Zwróćmy uwagę, że my utworzymy parę nowych miejsc pracy które powstają dzięki zagranicznym inwestorom, a wszystko co nasze powoli likwidujemy i przed 89 rokiem mieliśmy groszowy gaz w Polsce przedsiębiorstwa zatrudniające miliony ludzi zapewniające pracę do emerytury, tanie opłaty za mieszkania, tani opał i inne rzeczy, a teraz nawet gaz będziemy z USA sprowadzać bo niby jest tańszy, a życie w Polsce jest jednak niestety coraz to droższe i o pracę trzeba się prosić i przyszłość jest niestety niepewna.

jaś
jaś
8 lat temu

Dla prezesa z USA może być ważny dostęp do pola golfowego dla relaksu po pracy. Sam słyszałem Prezydenta Tychów, który w wywiadzie wspominał, że dla części ich inwestorów istnienie “driving range” w Tychach było istotne.
Więc warto wiedzieć, że w pobliżu Piekar takowe są w Bytomiu i Siemianowicach Śląskich, tworzy się w Mikołowie – tyle, aby inwestorzy wiedzieli, że będą mieli gdzie grać 🙂
Podobno kiedyś w Żorach inwestorzy zrezygnowali z inwestycji, bo im włodarze nie potrafili podać, gdzie będą mogli grać.

Taka tam anegdota 🙂